18+

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.

Copyright 2009-2019, Eurozet Sp. z o. o.

Znaleźli TO w ścianie

Mieszkanie „zabijało” lokatorów. Wszyscy umarli na tę samą chorobę

09.11.2022  12:15
Mieszkanie "zabijało" lokatorów
Mieszkanie "zabijało" lokatorów Fot: Artemka/Wikimedia Commons

W jednym z mieszkań w ukraińskim Kramatorsku lokatorzy umierali na tę samą chorobę. W latach 1980-1989 zmarło przez to mieszkanie aż sześć osób, a poszkodowanych było siedemnaście. Przyczyną była choroby nowotworowe.

Wszystko zaczęło się w latach 70. Wówczas ZSRR przygotowywał się do Igrzysk Olimpijskich w 1980 roku nie tylko poprzez odnowienie stadionów i innych obiektów sportowych, ale także poprzez budowę i renowację budynków mieszkalnych. Nie tylko w mieście-gospodarzu Moskwie, lecz także na innych obszarach kraju. Rozpoczęto budowę bloków z wielkiej płyty.

Jednym z tych bloków był 10-piętrowy budynek w Kramatorsku, który stanął przy ulicy Marii Prymaczenko w ukraińskim okręgu donieckim.

Mieszkanie nr 85 – lokatorzy zaczęli chorować na białaczkę

W jednym z mieszkań w bloku zaczęli umierać ludzie. Do pierwszej tajemniczej śmierci doszło już w 1981 roku. 18-letnia dziewczyna zmarła na białaczkę nagle i niespodziewanie. Po roku na tę samą chorobę zmarł jej 16-letni brat oraz matka. Niezwykłej plagi nie dało się w żaden sposób wyjaśnić, więc lekarze uznali, że w rodzinie istniała jakaś predyspozycja do tej choroby, choć nie przeprowadzili oni żadnych konkretnych badań w tę stronę.

Przyczyna zgonów wciąż była więc dla mieszkańców blokowiska niezwykle tajemniczym i niezrozumiałym zjawiskiem, a plotka o zabójczym mieszkaniu szybko rozeszła się po okolicy. Mimo to, do mieszkania wprowadziła się kolejna rodzina, która przez wiele lat wiodła tam spokojne życie. I gdy już zdawało się, że wcześniejsza rodzina mogła mieć rzeczywiście „predyspozycję do białaczki”, doszło do kolejnej tragedii. W 1987 roku jedno z dzieci mieszkających pod numerem 85 także zachorowało na nowotwór.

Umysły bogatsze o Czarnobyl

Chłopiec ostatecznie zmarł na białaczkę. Ojciec był zrozpaczony i nie zostawił sprawy samej sobie – próbował dociec tego, dlaczego jego zdrowy syn nagle zachorował i zmarł. Wtedy świat żył wciąż katastrofą w Czarnobylu, która miała miejsce w 1986 roku. Dlatego ojcu przyszło do głowy, aby sprawdzić mieszkanie pod kątem radioaktywności.

Miał rację. Normy w mieszkaniu numer 85 były przekroczone dziesięciokrotnie, konkretnie w jednym miejscu wewnątrz ściany. Ten fragment wycięto i przetransportowano do Instytutu Badań Jądrowych w Kijowie. Tam naukowcy odkryli, że wewnątrz ściany była kapsułka radioaktywnego cezu-137.

Po nitce do kłębka

Na kapsułce widniał numer seryjny, który pozwolił zlokalizować miejsce, w którym takich kapsułek się używa – w ten sposób służby dotarły do kamieniołomu karańskiego, skąd wydobywano materiał do produkcji żelbetonowych konstrukcji użytych przy budowie.

Tam przyznano, że pod koniec lat 70. jedna kapsułka rzeczywiście zaginęła i szukano jej przez tydzień. Gdy poszukiwania nie przyniosły żadnych rezultatów, wznowiono pracę, ponieważ trzeba było zdążyć z budową przed Igrzyskami Olimpijskimi. Ostrzeżono jednak odbiorców materiału, żeby też poszukiwali kapsułki z cezem.

Przez kapsułkę z cezem w mieszkaniu numer 85 zmarło aż sześć osób, w tym cztery dzieci, a 17 osób stało się niepełnosprawnymi. Blok przy ulicy Marii Prymaczenko stoi do dziś. Gdy bowiem wyjęto ze ściany kapsułkę, poziom promieniowania wrócił do normy.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca. Bądź na bieżąco! Polub naszą stronę na Facebooku.

Czytaj także