Kelnerka obnaża rzeczywistość

Szokujące napiwki nad Bałtykiem. Prezerwatywy, żetony na myjnię

15.07.2019  11:57
Szokujące napiwki nad Bałtykiem. Prezerwatywy, żetony na myjnię
Szokujące napiwki nad Bałtykiem. Prezerwatywy, żetony na myjnię Fot: EAST NEWS

Kelnerzy nad Bałtykiem załamują ręce. To, co dostają od klientów restauracji jako napiwek przechodzi wszelkie oczekiwania i najśmielsze wyobrażenia. 

Wydawać by się mogło, że praca w nadmorskiej knajpie w okresie wakacyjnym to sposób na łatwy zarobek. Przy ogromnym ruchu napiwki powinny wynosić tyle, co druga pensja. Niestety, Polacy w restauracjach nie są przesadnie hojni. 

Generalnie to, że ktoś nie zostawi napiwku w ogóle wydaje się być aktualnie najmniejszym problemem. Klienci są bardzo kreatywni w kwestiach pomysłu, co można zostawić dla kelnera w zamian za bycie przez niego obsługiwanym.

Nad Bałtykiem kelner nie ma łatwego życia

Prezerwatywy, żetony na myjnie samochodową, żółte grosiki, kupony zniżkowe do sklepu - to tylko niektóre z rzeczy, które zostawiają jadający w knajpach ludzie. Kelnerzy są załamani - ich szefowie nie płacą im zbyt dużo, bo są przekonani, że i tak pensja wyrówna się napiwkami - napiwków zaś brak. 

Dzisiaj pracowałam 10 godzin. Dorobiłam 67 złotych, w tym część w dwu- i pięciogroszówkach. Najgorsze, że ludzie nie dają napiwków, bo mówią, że i tak dostajemy pensję. A szef z kolei mówi, że daje nam małą pensję, bo i tak dorobimy na napiwkach - mówi Karolina, nadbałtycka kelnerka.

Pojawiają się też wspomnienia dotyczące klientów, którym szkoda było zostawić w restauracji więcej niż wynosił rachunek. 

Sytuacja z wczoraj. Rodzina z dwójką dzieci. Bardzo dobrze ubrani. Rachunek wyniósł ponad 200 złotych. Gdy wydawałam resztę mężczyzna stwierdził, że nie da mi napiwku, bo nie starczy mu na lody dla dzieci. Reszta to było 80 złotych – opowiada ta sama kelnerka.

Co gorsza, takie złe wrażenie robią na pracownika restauracji praktycznie wyłącznie goście z naszego kraju, obcokrajowcy potrafią się zachować.

Polacy uważają, że wszystko im się należy. Najlepiej za darmo. Potrafią zwrócić w połowie zjedzone danie, bo według nich jest zimne. Nie chcą za nie płacić. Tylko dlaczego zjedli już tak dużo? – mówi jedna z kelnerek.

Wiadomo, że cena ryby nad Bałtykiem potrafi czasami do cna ogołocić nasz portfel. Może jednak zastanówmy się, czy nie lepiej zjeść posiłek w domu, zamiast traktować kelnerów w ten sposób. Przyjęło się, że napiwek powinien wynosić 10-15 proc. wartości zamówienia. 

Przeczytaj więcej
Komentarze