18+

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.

Copyright 2009-2019, Eurozet Sp. z o. o.

mniam mniam

KANIBALE W POLSCE! Upiekli ofiarę w ognisku

22.02.2021  17:29
Kanibale ze Szczecina doczekają kary? Upiekli męzczyznę w ognisku
Kanibale ze Szczecina doczekają kary? Upiekli męzczyznę w ognisku Fot: Gregory Gerber/Shutterstock

To wyjątkowo odpychająca i jednocześnie najbardziej tajemnicza sprawa w Polsce. Sąd w Szczecinie rozpoczął proces czterech kanibali, którzy prawie 20 lat temu mieli zamordować, upiec i zjeść człowieka. 

Kanibalizm już nie istnieje, a na pewno nie w Polsce? Bzdura! W Szczecinie ruszył właśnie proces przeciw czterem mężczyznom podejrzanym o zabicie i częściowe zjedzenie swojej ofiary. Sprawa jest pełna zagadek.

Do zbrodni miało dojść blisko 20 lat temu - w 2002 roku. Kanibale pobili i uwięzili tajemniczego mężczyznę, a następnie zamordowali go odcinając głowę. Później urządzili sobie ucztę - rozczłonkowali ciało, upiekli jego fragmenty i zjedli.

Kanibale z Choszczna

Do dramatycznych wydarzeń miało dojść we wsi pod Choszcznem, w województwie zachodniopomorskim. W sumie w sprawę zamieszanych było pięciu mężczyzn, jeden z nich zmarł jednak w 2017 roku, nie doczekawszy procesu. W poniedziałek 22 lutego na sali rozpraw pojawiło się trzech oskarżonych - Robert M, Sylwester B. i Rafał O. W sądzie nie stawił się Janusz S. 

Żaden z nich nie przyznaje się do winy, w poniedziałek nie chcieli też składać wyjaśnień. Wcześniej jednak Rafał O. zdradził śledczym szczegóły porwania i zabójstwa, obciążające kolegów.

Mężczyzna opowiadał wówczas, że w 2002 r. we wsi Kołki spotkał "ekipę" Roberta M., a więc oprócz głównego oskarżonego również Zbigniewa B., Janusza S. i mężczyznę "z Zielonej Góry" i pojechał z nimi do wsi Łasko, do jednego z lokali, gdzie m.in. pili alkohol. Siedzieli tam też inni mężczyźni – M. miał zawołać jednego z nich, około 30- lub 40-letniego, uderzyć go w twarz i zaprowadzić do samochodu, którym przyjechali, a następnie wywieźć nad jezioro we wsi Ługi (Lubuskie). Tam M., po wypiciu alkoholu, miał się kłócić z mężczyzną, po czym – według Rafała O. – powiedział do Zbigniewa B. "wiesz, co masz robić", a ten przeciął mężczyźnie szyję nożem, niemal oddzielając głowę od tułowia - podaje PAP.

Rafał O. zeznawał, że mężczyźni rozpalili ognisko, a jeden z oskarżonych (nie żyjący już Zbigniew B.) rozczłonkował ciało ofiary, upiekł i kazał jeść towarzyszom.

Kanibale w sądzie. Zostaną skazani?

Po wszystkim mężczyźni mieli załadować szczątki do pontonu, który przywieźli ze sobą, wypłynąć na jezioro i wrzucić do wody. Co ciekawe, zwłok nigdy nie odnaleziono. Nie wiadomo też, kim była ofiara, ani kiedy dokładnie doszło do domniemanej zbrodni.

Sprawa jest dziwna i bardzo nietypowa, na co wskazuje obrońca jednego z oskarżonych - Roberta M.

Ten proces jest osobliwy. (…) Nie wiadomo, kiedy, nie wiadomo, kogo zamordowano i częściowo spożyto. Ja takiego procesu jeszcze nie widziałem. Gdyby ktoś mi to kiedyś opowiedział, pomyślałbym, że żartuje. Proces karny, z wszystkimi rygorami, sprawdza jakieś urojenia, plotki - mówi mec. Jan Widacki.

Z kolei obrońca Rafała O. tłumaczy, że jego klient nie mógł składać wyjaśnień, bo mówienie mogłoby "sprowadzić go na manowce".

Ta opowieść jest tak szokująca, tak dziwna, tak nietypowa, że normalny człowiek, który dysponuje jednak skromnym zakresem pojęć, rozumienia tego, co mówi, nie dałby sobie rady w tłumaczeniu, dlaczego i co powiedział, więc w takich sytuacjach lepiej zamilczeć - tłumaczy mec. Jerzy Synowiec.

Czytaj także
Przeczytaj więcej