żołnierz-kat

Zaatakował żonę siekierą, zamordował dziecko. Przerażające doniesienia

20.09.2019  10:49
Zaatakował żonę siekierą, zamordował dziecko. Przerażające doniesienia
Zaatakował żonę siekierą, zamordował dziecko. Przerażające doniesienia Fot: Shutterstock

33-letni żołnierz kilkukrotnie uderzył siekierą w głowę swoją żonę. Kobieta była w ósmym miesiącu ciąży. Sąsiedzi opowiadają o tragicznym zdarzeniu w Lisowie.

Spokojna, poukładana, szczęśliwa rodzina - tak z zewnątrz wyglądało życie nowych mieszkańców Lisowa. Młode małżeństwo z 7-letnim synkiem zamieszkało tam trzy miesiące temu. Razem remontowali dom. Czekali na narodziny drugiego dziecka.

Pozorną sielankę przerwały w środę tragiczne wydarzenia. Chwilę po przyjeździe z Warszawy, 33-letni mąż i ojciec - podobnie jak nieraz wcześniej - odprowadził synka do sąsiadki. Gdy wrócił, miał w ręku torbę. Ubranie całe było we krwi.

On miał już pójść na zwolnienie, bo zbliżał się termin porodu i miał zaopiekować się żoną. Przyjechali razem, potem on przyprowadził do nas synka. Wieczorem wrócił po niego, miał w ręku torbę. Synowa zdziwiła się, że do domu nie wchodzi, tylko stoi na podwórku. I pyta go: „Co ty, Paweł, wyjeżdżasz? Przecież dopiero przyjechałeś”. Zobaczyła wtedy, że jest cały zakrwawiony. Wnuk szybko pozamykał bramę, furtkę i wezwaliśmy policję

- opowiada przerażona sąsiadka.

Po wezwaniu służb, na miejscu szybko pojawiła się karetka, policja i Żandarmeria Wojskowa. 33-letni żołnierz został aresztowany. Jego żonę zabrało pogotowie. Przeszła kilka operacji i pozostaje w stanie ciężkim, niestety, ciągle zagrażającym życiu. Ciąży niestety nie udało się uratować.

"Babciu ratuj mamę"

7-letnim chłopczykiem zajęła się rodzina. Zanim przyjechała po niego ciocia, maluch pozostawał pod opieką sąsiadki. Gdy w jego domu rozegrał się dramat, swoją opiekunkę rozpaczliwie błagał o pomoc.

Trzymałam ich synka w ramionach, a on krzyczał: „Babciu, ratuj mamę”. Potem przyjechała po niego i zabrała do siebie jego ciocia. Skąd on wziął tę siekierę, jak to się stało? Nawet nie wiem, czy ona jeszcze żyje

- mówi "Gazecie Wyborczej" zapłakana sąsiadka.

"On ją tak przytulał"

Nowo zamieszkała w Lisowie rodzina uchodziła za przykładną. Choć ojca często nie było w domu, wyglądali na szczęśliwych.

On to bywał w domu w weekendy, bo pracował chyba w Warszawie. Ona dbała o tego synka, woziła go codziennie do szkoły. Urządzali się tutaj, remontowali ten dom. Drugie dziecko miało pojawić się lada moment

- opowiada sąsiadka.

Kobieta wspomina też o pracy 33-letniego Pawła, zawodowego żołnierza.

Gdy był jeszcze kawalerem, był pół roku na misji w Afganistanie. Podobno, tak słyszałam, mina koło niego wybuchła, czy coś takiego. Potem pół roku był na zwolnieniu. Ale to było dawno, z osiem lat temu. A jeszcze w sobotę bawili się na weselu u kogoś z rodziny. On ją tak przytulał... Nie mogę tego pojąć

- opowiada.

33-latek nie usłyszał jeszcze żadnych zarzutów. Jak informuje Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej w Warszawie, mężczyzna został przebadany na obecność alkoholu i innych substancji odurzających we kwi. Obecnie przebywa w areszcie w Warszawie.

Przeczytaj więcej
Komentarze