horror kobiety

Sanatorium miłości? Nie, koszmaru. 70-latek zgwałcił kuracjuszkę

21.01.2020  11:04
Sanatorium miłości? Nie, koszmaru. 70-latek zgwałcił kuracjuszkę
Sanatorium miłości? Nie, koszmaru. 70-latek zgwałcił kuracjuszkę Fot: Shutterstock

Koszmar w sanatorium. Pani Sylwia została w nim zgwałcona przez innego pensjonariusza. Sprawcą napaści jest 70-latek. Pokrzywdzonej nie chciała pomóc ani pielęgniarka, ani lekarze - alarmuje TVN. 

Chora na depresję i raka piersi pani Sylwia i dużo starszy od niej były żużlowiec, 70-letni Antoni F. Poznali się w czasie jednej z wieczornych potańcówek w sanatorium. Na parkiecie jedynie ze sobą tańczyli, zamienili kilka słów.

Opowiedziałam mu o swojej chorobie. Zwierzyłam się, że ciężko mi z tym wszystkim. Wydawało mi się, że mi współczuł. Będąc w tym ośrodku, nie miałam żadnej woli na jakiekolwiek bliższe relacje z mężczyznami. Dlatego zatańczyłam z panem Antonim, wiedząc, że to nie będzie odebrane dwuznacznie, był ode mnie dużo starszy

- opowiada pani Sylwia dziennikarzom "Uwagi" TVN.

Niestety, miły z pozoru staruszek okazał się bestią. W tańcu pani Sylwia niespodziewanie zasłabła - całkowicie straciła przytomność. Antoni F. i jego kolega (też były żużlowiec) wyprowadzili ją z sali.

Zajście widzieli inni kuracjusze i koleżanki kobiety, które niezwłocznie pobiegły do jej pokoju - pani Sylwii tam nie było. Udały się więc do pokoju 70-latka - jak się okazało, zabarykadowanego. Stanisław F. zamknął się w nim, by wykorzystać seksualnie młodszą, całkowicie nieprzytomną pensjonariuszkę.

Nikt nie chciał pomóc

Co oburzające, personel z ośrodka nie chciał pomóc ani pani Sylwii, ani jej koleżankom. Jedna z pielęgniarek odmówiła otworzenia pokoju zapasowym kluczem mimo podejrzenia gwałtu.

Prosiłyśmy ją, żeby poszła z nami do tego pokoju, bo tam jest Sylwia. Pielęgniarka odpowiedziała, że nie będzie się wtrącać, bo oni są dorośli. Powiedzieliśmy, że ona jest nieprzytomna i została wyprowadzona przez dwóch mężczyzn, ale to na nic. Nie chciała nawet wezwać policji

- opowiada kuracjuszka sanatorium, pani Iwona.

Koleżanki pani Sylwii w końcu wywarzyły drzwi pokoju pana Antoniego. Mężczyzna był agresywny, zaatakował jedną z kobiet. Tym jednak udało się wejść do środka. Widok był przerażający.

Sylwia była cały czas nieprzytomna, nie reagowała na nasze krzyki, dotyki, na nic. Od połowy w dół była rozebrana, górę miała ubraną, więc działał w pośpiechu. Jej bielizna była zakrwawiona. To był szok. Tego nie da się opisać. Widziałyśmy leżącą Sylwię i uśmiechniętego, zadowolonego z siebie Antoniego. Wyglądał, jakby mówił: „Udało się, wykorzystałem młodą kobietę”

- opowiada jedna z kuracjuszek.

Pani Sylwia została przewieziona do szpitala, tam jednak nie dostała należytej opieki. Lekarz miał pytać nieświadomą niczego kobietę, czy była zgwałcona, nie zlecił jednak żadnych badań!

70-latek z zarzutami

Pensjonariuszkę odwieziono do ośrodka, tam jednak pojawiła się policja. Koleżanki pani Sylwii opowiedziały mundurowym o zajściu, pokazały nagrania z tragicznego wieczoru. Dopiero na polecenie policjantów, kobieta została ponownie skierowana do szpitala i przeszła badania. Okazało się, że gdy była nieprzytomna, faktycznie doszło do stosunku seksualnego.

Dlaczego kobieta straciła przytomność? Wiadomo, że była pijana, nie wiadomo jednak jeszcze, dlaczego nagle, całkowicie straciła kontakt z otoczeniem. Mają to wyjaśnić badania toksykologiczne.

Antoni F. usłyszał zarzut gwałtu i doprowadzenia kobiety do stanu upojenia alkoholowego. Sąd wyznaczył kaucję w wysokości 10 tys. zł, nadzór policyjny i zakaz zbliżania się do pani Sylwii. W ostatnich dniach kwota poręczenia została zmniejszona o połowę.

Przeczytaj więcej
Komentarze