policjant-bestia

Skatował żonę na śmierć, ciało ukrył. Policjant zgnije w więzieniu

08.08.2019  21:39
Skatował żonę na śmierć, ciało ukrył. Policjant zgnije w więzieniu
Skatował żonę na śmierć, ciało ukrył. Policjant zgnije w więzieniu Fot: Shutterstock/zdjęcie ilustracyjne

Marek G. został skazany prawomocnym wyrokiem na 25 lat pozbawienia wolności. Były policjant z Sosnowca zamordował swoją żonę.

Marek G. znalazł sobie kochankę, a jedyny sposób, jaki wymyślił na stworzenie nowego związku, to zabicie żony. Zdaniem śledczych, mężczyzna nie chciał brać rozwodu, bo sąd orzekłby o jego winie. Bał się też, że ex-żona nie pozwoli mu spotykać się z dzieckiem.

W swojej pokrętnej logice dokładnie zaplanował więc zbrodnię. W lipcu 2012 roku zamordował żonę i ukrył zwłoki. Dwa dni później zgłosił policji jej zaginięcie.

Długi proces, surowa kara

Marka G. aresztowano 3 lata po śmierci jego żony. Od 2016 roku trwał proces. Ostatecznie zakończył się 8 sierpnia 2019 roku prawomocnym, podwyższonym wyrokiem więzienia.

Sąd pierwszej instancji skazał G. na 15 lat więzienia. Prokuratura i oskarżyciele posiłkowi domagali się jednak surowszej kary. Sędzia Karina Maksym przychyliła się do ich wniosku - podaje PAP.

Sąd apelacyjny doszedł do wniosku, że w tej sprawie nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że oskarżony dopuścił się popełnienia zbrodni zabójstwa z zamiarem bezpośrednim swojej małżonki. W inny sposób tych wszystkich danych, które w tej sprawie zdołano ustalić, interpretować nie sposób

- powiedziała, ogłaszając wyrok.

Sprawa poszlakowa

Ciała Anny G. nigdy nie odnaleziono. Śledczy twierdzą, że Marek G. zamordował żonę, jej zwłoki zapakował w walizkę, a później wywiózł gdzieś i ukrył. Przed popełnieniem zbrodni mężczyzna kupił zaprawę murarską, sznur i rękawice. Policja uważa, że mógł sobie nimi "pomóc".

W wyniku śledztwa na jaw wyszło, że G. zapakował telefon zabitej żony do koperty i wysłał go za granicę. Tylko po to, by śledczy sprawdzając jego sygnał, myśleli, że kobieta wyjechała. Gdy jednak komórka się odnalazła, okazało się, że nie ma na niej żadnych odcisków palców. Jeden jedyny, należący do Marka G., znajdował się po wewnętrznej stronie koperty.

Przed zbrodnią G. korzystając z możliwości, jakie dawała mu praca (był policjantem), sprawdzał, jak działają procedury w przypadku zaginięć. Sędzia uznała to za ewidentny dowód na to, że długo i dokładnie przygotowywał się do zbrodni.

Przeczytaj więcej
Komentarze