18+

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.

Copyright 2009-2019, Eurozet Sp. z o. o.

Wielka strata

Dramat po gali w Polsce. Ostatnie słowa "Walusia” wyciskają łzy

28.11.2021  13:17
"Waluś" zmarł po nokaucie na gali PunchDown
"Waluś" zmarł po nokaucie na gali PunchDown Fot: PunchDown/YouTube

Artur "Waluś" Walczak zmarł po tragicznym nokaucie, do którego doszło podczas gali PunchDown. Internauci wspominają ostatnie słowa sportowca, które skierował do swoich fanów. Jego wpis chwyta za serce.

Artur Walczak po ponad miesięcznym pobycie w szpitalu przegrał walkę o życie. Były strongman był w stanie śpiączki farmakologicznej. Jak informowali lekarze, jego mózg został uszkodzony, przez co szanse na uratowanie 46-latka nie przekraczały 2 procent.

Przyczyną śmierci była niewydolność wielonarządowa z powodu nieodwracalnego uszkodzenia centralnego układu nerwowego - przekazała Grażyna Wiatr z Radia Zet.

Do tragedii doszło podczas zawodów "slapfightingu", czyli bicia się po twarzy "na liście". Waluś po krótkiej wymianie ciosów z Dawidem Zalewskim osunął się na ziemię i stracił przytomność.

Ostatnie słowa Artura Walczaka

Kilka godzin przed walką na profilu Walczaka pojawił się wpis, który jak się później okazało, był już jego ostatnim. 46-latek stwierdził, że przed nim "chwila prawdy" po czym zwrócił się z apelem do swoich fanów.

A więc jeszcze kilka godzin i zacznie się "Chwila Prawdy". Mam prośbę, by do końca gali nie próbować się kontaktować ze mną - napisał Waluś na swoim profilu.

Po śmierci "Walusia" jego profil na Facebooku został zasypany kondolencjami. Zarówno bliscy, jak i fani postanowili pożegnać zmarłego sportowca w ciepłych słowach.

Zawsze potrafiłeś mnie rozbawić do łez. Dziś te łzy są inne. Pocieszałeś, gdy było mi źle. Spoczywaj w spokoju - napisała jedna z internautek.

Organizatorzy gali uważają, że nie są winni tej tragedii. Jednak jak donoszą świadkowie zdarzenia, na miejscu nie było karetki, a walczący o życie 46-latek na zabranie do szpitala musiał czekać około 30 minut.

Czytaj także
Przeczytaj więcej