18+

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.

Copyright 2009-2019, Eurozet Sp. z o. o.

Wstrząsający wywiad

Rozenek o udarze i walce o życie. "Straciłem wszystko"

Wojciech Kozicki
10.10.2022  20:44
Jacek Rozenek opowiedział o udarze i walce o życie. Mocny wywiad
Jacek Rozenek opowiedział o udarze i walce o życie. Mocny wywiad Fot: Pawel Wodzynski/East News

Aktor Jacek Rozenek i wstrząsający wywiad w „Gazecie Wyborczej”. Opowiedział o chwili, gdy dostał udaru i o powrocie do normalnego życia. Wyjawił jak to jest „stracić wszystko w wieku 50 lat” i jak ciężka była walka, by wrócić i stanąć na nogi.

Aktor Jacek Rozenek, czyli legendarny głos Geralta z gry „Wiedźmin”, w 2019 roku dostał udaru i otarł się o śmierć. Wraca jednak do zdrowia i mediów, a „Gazecie Wyborczej” udzielił poruszającego wywiadu. Opisał, że w wieku 50 lat stracił wszystko i zostało mu tylko trochę ubrań. Po udarze powiedziano mu, że być może nie przeżyje nocy, a on miał sparaliżowaną prawą stronę ciała i nie mógł mówić. Lekarze zasugerowali bliskim, by się z nim pożegnali. Aktor nie chciał jednak pogodzić się ze śmiercią i walczył. Walka wciąż trwa każdego dnia.

Jacek Rozenek o udarze, rehabilitacji i walce o życie

Jacek Rozenek przyznał „Wyborczej”, że choroba przyszła nagle, a przecież miał mnóstwo pracy i planów. Teatr, film, serial „Barwy Szczęścia”, audiobooki, dubbing, public speaking. Prowadzenie imprez dla dużych koncernów, firm, banków i spotkania motywacyjne. Dbał o siebie, przechodził badania, ale nagle śmierć zajrzała mu w oczy.

Rozenek wspomniał moment w 2018 roku, gdy pojawiły się pierwsze problemy ze zdrowiem.  EKG ujawniło, że z aktorem było bardzo źle. Serce ledwo dawało radę bić.

Powiedziano mu, że to koniec kariery zawodowej, ale chociaż mógł przejść ledwo kilkanaście metrów, chciał pracować i zarabiać. Nie przyznawał się później do choroby, bo uznał to za „niemęskie”.

W moim przekonaniu aktor musiałby być martwy, żeby nie przyjść na swój spektakl. A ja przecież martwy nie byłem. Wylądowałem na OIOM-ie. W nocy przyszedł ksiądz, żeby mnie wyspowiadać. Przemiły człowiek, ale podziękowałem. Lekarz mi powiedział, że mam ośmioprocentową frakcję wyrzutową. Zdrowy człowiek ma co najmniej 70-procentową. Moje serce w zasadzie nie pracowało. Wirus je uszkodził. A że mięsień sercowy się nie regeneruje, ratunkiem mógłby być przeszczep, na który czeka się pięć lat. Wierzyłem, że będzie lepiej, choć żyłem ze świadomością, że każdy dzień może być ostatni. Śmierć nie stanowiła dla mnie problemu – opowiedział Jacek Rozenek. (Gazeta Wyborcza)

5 miesięcy po tym, gdy dowiedział się o zniszczonym sercu, dostał udaru niedokrwiennego. Bełkotał, a ludzie myśleli, że był pijany. Potem był drugi udar – rozległy i krwotoczny. Stracił mowę i władzę w prawej części ciała. Lekarze nie chcieli zacząć rehabilitacji, bo serce mogło nie wytrzymać. Znalazł jednak miejsce, gdzie zaryzykowano rehabilitację i rozpoczął walkę o powrót do normalnego życia. O własnych siłach, za własne pieniądze.

Ogromny wysiłek. Zwątpienie. Depresja. To wszystko wpisane jest w udar. Nieustanny ból. Gdy ręka przestaje funkcjonować i zwisa, to zanikają mięśnie i powięzi bolą. Przez pół roku używałem ortezy. Nie mogłem się przewracać w nocy z boku na bok. Trzy ostatnie lata upłynęły mi na walce. Samotnej, niestety. Straciłem wszystko. Zostało mi trochę ubrań. Stracić wszystko w wieku 50 lat to jest mocna sprawa. Ludzie zdrowi nie zrozumieją. Żyją z dnia na dzień. Gonią za czymś. Jeśli człowiek nie przeżył ciężkiej choroby, nie zrozumie - wyznał Rozenek.

Udało mu się wrócić do teatru i napisał książkę. Wygrał. Twierdzi, że dziś widzi więcej, a życie nie jest już trwaniem we mgle.

Czytaj także