18+

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.

Copyright 2009-2019, Eurozet Sp. z o. o.

masakra

PiS gasi światło Polakom! WRACAJĄ WIEKI CIEMNE?

Emilia Waszczuk
23.09.2022  16:51
PiS chce wykończyć polskie miasta przed wyborami?
PiS chce wykończyć polskie miasta przed wyborami? Fot: JACEK DOMIŃSKI/REPORTER

PiS gasi Polakom światło? Kolejne miasta dostają zaporowe oferty na energię od rządowych spółek. Podwyżki sięgają kilkuset procent i opiewają na setki milionów złotych!

To wina rządu - twierdzą włodarze polskich miast, skarżąc się na gigantyczne rachunki, wystawione im przez spółki energetyczne. Nie dość, że każda z metropolii dostała tylko jedną ofertę na energię na najbliższy rok, to jej cena wzrosła o kilkaset procent. Nie ma tu raczej miejsca na przypadki.

Wyobraźcie sobie, że wasze rachunki wynoszą 150 złotych, a w kolejnym roku już 1000. Dokładnie z takimi podwyżkami mierzą się dziś takie miasta jak Wrocław, Bydgoszcz czy Radom - każde z nich zarządzane przez opozycję. Tyle tylko, że w ich przypadku są to setki milionów złotych.

Miasta zbankrutują? Spółki skarbu państwa zdzierają kasę za energię

O tym, jak przerażające oferty na sprzedaż energii dostały właśnie polskie miasta, donosi Wirtualna Polska. W kolejnych metropoliach przeprowadzono przetargi na zakup energii i w każdym przypadku samorządy dostały tylko po jednej ofercie. Zawsze było ich kilka, teraz konkurencji brak. Czy to nie dziwne, zwłaszcza że spółki mają o co w dobie kryzysu walczyć?

Brak konkurencji to dopiero początek problemów. Te oferty, które do miast spłynęły, zwaliły włodarzy z nóg. Od Bydgoszczy, która w ostatnim roku za energię zapłaciła 45 milionów złotych, w przyszłym Enea żąda 190 milionów! Od Wrocławia państwowe PGE zażyczyło sobie 405 milionów złotych, podczas gdy w ostatnim roku była to kwota 66 milionów. Radom za energię w 2021 roku płacił spółce Enea 21,4 miliony, teraz miałby zapłacić 188,6 mln! Wyliczankę kończymy na Olsztynie, któremu rachunki miałyby wzrosnąć o 540 procent!

W tej chwili analizujemy, co ograniczyć, z czego zrezygnować. Czy wyłączyć co drugą latarnię uliczną, ograniczyć częstotliwość kursowania tramwajów, na pewno nie będziemy rozpoczynać nowych inwestycji, a tylko dokończymy te już rozpoczęte, ograniczymy częstotliwość odbierania śmieci, będziemy mniej dbać o zieleń. To jednak nadal za mało wobec gigantycznych podwyżek energii

- mówi Wirtualnej Polsce zrozpaczony prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski.

Jego kolega z Olsztyna, prezydent Piotr Grzymowicz zapowiada z kolei, że miasto będzie zapewne zmuszone zamknąć zimą szkoły i wysłać dzieci na nauczanie zdalne.  - Bo przecież zamknąć szpitali czy DPS-ów nie możemy - mówi polityk.

Włodarze odrzucają gargantuiczne oferty wielkich spółek energetycznych, już planują wielkie oszczędzanie, oczekują pomocy i interwencji od rządu i pytają - całkiem słusznie - skąd tak gigantyczne podwyżki. To, że będzie drożej, było wiadomo od dawna, ale nie że aż tak. Okazuje się, że firmy wystawiły im rachunki na stawki dużo wyższe, niż te obowiązujące na rynku!

Spółki energetyczne szaleją. To polityczny spisek?

Nie tylko lokalni politycy nie rozumieją działań wielkich spółek należących do skarbu państwa, nie rozumieją ich też eksperci. Grzegorz Onichimowski w rozmowie z WP mówi jasno, że tak drastyczne podwyżki nie mają uzasadnienia. Joanna Pandera z Forum Energii wylicza, że ceny CO2 spadły, węgiel kupowany jest w ramach długoterminowych kontraktów, a spółki rządowe bez żadnych podstaw rekordowo podnoszą marże. - Proszę nie mówić, że nie wiedzą, po ile kupią węgiel w przyszłym roku - pisze oburzona na Twitterze.

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, zwykle chodzi o pieniądze. Samorządowcy twierdzą jednak, że w tym konkretnym przypadku, mowa nie o kasie, a o brudnej, brutalnej polityce. Ceny podnoszą - bez żadnego trybu - spółki rządowe. A pamiętajmy, że już za rok czekają nas wybory parlamentarne, a zaraz później samorządowe.

Uważam, że to świadoma polityka rządu i państwowych koncernów. To my, samorządowcy, mamy wziąć na siebie ciężar przekazania mieszkańcom niepopularnych decyzji o gaszeniu świateł ulicznych, ograniczeniu kursowania komunikacji miejskiej i tak dalej. PiS spróbuje to wykorzystać przed wyborami samorządowymi twierdząc, że lokalna władza nie daje sobie rady

- mówi Rafał Bruski, prezydent Bydgoszczy.

I dodaje: Bardzo jestem ciekaw reakcji naszych radnych PiS, kiedy za tydzień na sesji przedstawię im plan oszczędności. Zgaduję, że pewnie powiedzą coś o Putinflacji oraz o winie Tuska.