Ta afera to może być ich koniec

PiS robi interes na testach na koronawirusa?

Wojciech Kozicki
20.05.2020  11:40
Rząd PiS i testy na koronawirusa - kto na tym zarabia?
Rząd PiS i testy na koronawirusa - kto na tym zarabia? Fot: ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER/East News

Czy polski rząd PiS robi dobry interes na SARS-CoV-2? Okazuje się, że testy na koronawirusa to niezły biznes i niektórzy korzystają na epidemii z Wuhan. Media ujawniły, że Polska kupuje drogie zagraniczne testy i ignoruje polskich producentów. Komu się to opłaca?

Ile kosztuje test na koronawirusa? Rząd PiS dobrze wie, które oferty są droższe i śmiało z nich korzysta. Jak ujawnia Onet.pl, wydajemy miliony na testy z Chin, Turcji i Korei Południowej. Ignorujemy polskie firmy, a dodatkowo „na tych kontraktach zarabiają pośrednicy – spółki powiązane z Prawem i Sprawiedliwością”.

PiS i testy na koronawirusa - o co tu chodzi?

Onet.pl przypomina, że rząd kupił partię testów genetycznych z Korei Południowej za 27 milionów złotych. Politycy spijali sobie z dziubków, jak to ratują kraj i potrafią sprowadzić testy w czasie kryzysu. Jednak rzeczywistość nie wygląda tak różowo jak przedstawiają to media publiczne.

14 kwietnia w Warszawie ląduje kolejny samolot, a w nim druga partia – 150 tysięcy testów od Koreańczyków. Na lotnisku znowu są gotowi do działania rządowi fotografowie i kamerzyści. Sprzęt utrwalający wydarzenie szybko jednak zostaje wyłączony. Wokół tej dostawy zapada kompletna cisza. Próżno szukać wzmianek o tym transporcie na stronach ARP czy rządu. Dlaczego? – pisze Onet.pl

Zgodnie z doniesieniami Onetu, „okazuje się, że testy sprowadzone z Korei nie nadawały się do użycia”, ponieważ przewoźnik nie zastosował odpowiednich warunków transportu w postaci suchego lodu i testy po prostu się „zagotowały”. Winnych brak, politycy milczą i jak zwykle nikt nie poniesie odpowiedzialności. Na tym jednak nie koniec, bo jak podaje wspomniany portal, Zygmunt Solorz przekazał Ministerstwu Zdrowia 200 tys. testów za 16 mln złotych, które odkupił od firmy Argenta „mającej w ofercie testy o ograniczonej stabilności w wyższych cenach”. I tu zaczyna się ostra jazda...

Obecnie prezesem Argenty jest Sławomir Gnalicki, jednak jej głównymi wspólniczkami są Dorota i Katarzyna Zdziebkowskie, prywatnie żona i szwagierka założyciela firmy Tomasza Zdziebkowskiego. Jest on też członkiem zarządu oraz trzyosobowej komisji rewizyjnej Akademickiego Klubu Obywatelskiego (AKO) im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. AKO to środowisko ściśle związane z PiS, sympatyzujące z takimi politykami jak Antoni Macierewicz. A do tego jest ultrakatolickie. Kiedy w polityce toczy się spór, AKO staje po stronie partii rządzącej – pisze „Onet.pl”, powołując się na anonimowe źródło.

Koronawirus i polityka - kto zarabia?

Portal dowiedział się także, że Dorota Zdziebkowska jest aktywnie polityczna i „w wyborach parlamentarnych 2019 r. do składu Obwodowej Komisji Wyborczej nr 38 w Poznaniu została zgłoszona przez Prawo i Sprawiedliwość”. Onet zastanawia się, jak firma Argenta zdobyła przewagę nad resztą konkurencji na polskim rynku, jeśli chodzi o zamówienia z Ministerstwa Zdrowia. Z wypowiedzi prezesa Gnalickiego wynika, że pokonał konkurencję bogatą ofertą i kilkudziesięcioletnim doświadczeniem.

Argenta jest największym beneficjentem rządowych zamówień na dostawę testów na koronawirusa. Od tej firmy oraz jej spółki córki Integry Ministerstwo Zdrowia kupiło 365 tys. sztuk testów za prawie 47 mln zł, a Zygmunt Solorz 200 tys. sztuk za kolejne 16 mln zł. Dla porównania od firmy Blirt, której współwłaścicielem i członkiem rady nadzorczej jest Jerzy Milewski, doradca prezydenta Andrzeja Dudy i gdański radny PiS, kupiono 68 tys. testów PCR jednogenowych za 3,8 mln zł – pisze „Onet” powołując się na „Gazetę Wyborczą”.

Portal wskazuje, że rząd nie kupuje tańszych i stabilniejszych testów, które są dostępne na polskim rynku, lub robi to w ilościach symbolicznych. Niektóre są nawet dwukrotnie szybsze od koreańskich, więc można by przebadać znacznie więcej Polaków. Źródło zwraca też uwagę, że ustawa antycovidowa stwarza olbrzymie pole do korupcji i sprawia, że urzędnicy kupujący droższe i nieskuteczne testy nie poniosą za to żadnej odpowiedzialności.

W końcu, według naszych ustaleń, zagraniczne testy są droższe: koreański test firmy SolGent kosztuje 90 zł za jedno oznaczenie plus koszta przechowywania w odpowiedniej temperaturze, a turecki test importowany przez poznańską hurtownię Argenta kosztuje co najmniej 80 zł za jedno oznaczenie plus koszta przechowywania. Test polskiej Biomaximy kosztuje nieco ponad 60 zł za sztukę i nie generuje dodatkowych kosztów wynikających z konieczności magazynowania w odpowiednich warunkach – pisze Onet.pl

Zagłosuj

Czy koronawirus to broń biologiczna?

Liczba głosów:

Przeczytaj więcej
Komentarze