Odmawia zdrowaśki i jeździ jak diabeł

Kobieta potrącona przez Zawiszę w złym stanie. "Modlę się za nią"

Wojciech Kozicki
04.11.2019  19:49
Artur Zawisza modli się i jeździ jak diabeł
Artur Zawisza modli się i jeździ jak diabeł Fot: Facebook/Miasto Jest Nasze

Artur Zawisza będzie miał kłopoty. Niedawno miał wypadek samochodowy na skrzyżowaniu Sobieskiego i Beethovena na Mokotowie w Warszawie i okazało się, że polityk nie ma nawet prawa jazdy. Twierdził, że to kolizja jak wiele innych i nic złego się nie stało. Okazuje się jednak, że stan zdrowia jego ofiary jest poważny.

Artur Zawisza spowodował wypadek i potracił rowerzystkę. Jechał bez prawa jazdy, które zabrano mu za prowadzenie auta po alkoholu. Bezkarny polityk jeszcze tego samego dnia został znowu zatrzymany przez policję, gdy pojechał samochodem na zakupy. Tłumaczył, że musi siadać za kółkiem, bo jest żywicielem rodziny.

Do mediów przedostała się informacja, ze kobieta potracona przez Zawiszę ma złamany bark. Tymczasem „Super Express” ujawnił że jej stan zdrowia jest poważny i konieczna była operacja kolana. Czeka ją teraz długa rehabilitacja.

Potrącona pracownica Biura Bezpieczeństwa Narodowego wyszła już ze szpitala. Ma nogę w gipsie i porusza się o kulach. Zawisza wyznał w wywiadzie dla „Wirtualnej Polski”, ze codziennie odmawia za poszkodowaną różaniec. Być może wkrótce będzie się za nią modlił już w więziennej kaplicy. Na razie nie ma postawionych zarzutów, prokuratura nadal czeka na opinie biegłych, ale polityka może czekać nawet 2-letnia odsiadka za kratami.

Chcę ją odwiedzić i prosić o wybaczenie, choć zapewne obecnie doradzono jej, by nie odpowiadała na różne telefony. Codziennie modlę się za nią przy różańcu i mam nadzieję, że możliwie szybko wróci do pełni zdrowia i formy oraz dobrego samopoczucia - wyznał Zawisza. ("Wirtualna Polska")

Na jaw wychodzą też inne wybryki Zawiszy i okazuje się, że ten kierowca to niezły łobuz. Jak podaje „Wyborcza”, we wrześniu przebił się swoim mercedesem przez płot sąsiadów przy ulicy Sytej, przejechał przez krzaki i rozjechał trawnik.

Wjechał 20 metrów w głąb posesji. Próbował wycofać, podjeżdżał do przodu, w końcu się wydostał. Przez te gwałtowne ruchy jeszcze bardziej zniszczył swoje auto. Samochód uderzony z przodu, maska podniesiona, cały prawy bok podrapany, coś się stało z zawieszeniem, opony przebite. Ten mercedes wyglądał jak po pościgu policyjnym z amerykańskich filmów – „Wyborcza” przytacza relacje świadków.

Przeczytaj więcej
Komentarze