Zbyt dbał o własny interes

Misiewicz oferował pracę ze seks?

Wojciech Kozicki
03.07.2019  09:26
Bartłomiej Misiewicz i praca za seks - czy stanie za to przed sądem?
Bartłomiej Misiewicz i praca za seks - czy stanie za to przed sądem? Fot: STANISLAW KOWALCZUK/East News

Bartłomiej Misiewicz, czyli były rzecznik MON i do niedawna Bartłomiej M., wyszedł z aresztu, ale być może długo nie nacieszy się wolnością. Prokuratura nie odpuszcza i bada kolejny wątek w jego sprawie – praca za seks.

Bartłomiej Misiewicz, czyli pupilek Antoniego Macierewicza, wyszedł z aresztu po wpłaceniu kaucji. Nadal jest jednak podejrzany o wykorzystywanie swoich znajomości w instytucjach państwowych, by uzyskać korzyści majątkowe. Miał też narazić Polską Grupę zbrojeniową na szkody w wysokości prawie pół miliona złotych. To jednak nie koniec jego kłopotów. Prawdopodobnie Miś postanowił zadbać o własny interes w bardzo niegrzeczny sposób...

Praca za seks

„Wyborcza” nieoficjalnie dowiedziała się, że prokuratura nie odpuszcza Misiewiczowi i bada wątek pracy za seks. Być może Misiewicz usłyszy też zarzut niegospodarności przy zakupie Stoczni Marynarki Wojennej.

„Wyborcza”, powołując się na źródła w prokuraturze, pisze o wizycie Misiewicza w Bełchatowie u Sławomira Z. (działacz PiS, prezes spółki PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna). Polały się napoje wysokoprocentowe, panom w głowach zaszumiało, a w ramach zabawy przyjmowali kandydatki do pracy. Miało to jednak bardziej przypominać erotyczny dział HR.

Jedna z kandydatek miała usłyszeć, że dostanie pracę jeśli zgodzi się na „inne czynności seksualne”. Nie zdecydowała się jednak na figle z Misiem i napisała skargę do prezesa PiS. W tej sprawie nie postawiono jeszcze zarzutów.

Seksualna propozycja miała paść w w 2016 roku. Misiewicz był wtedy na szczycie, wojsko witało go okrzykami „panie ministrze”, a Macierewicz dał mu medal.

Bartłomiej Misiewicz i PGZ Stocznia Marynarki Wojennej

Misewicz miał też proponować innym osobom, m.in. radnym powiatowym PO, pracę w zamian za poparcie kandydata PiS. Prokuratura zainteresowała się wówczas sprawą, ale chyba nikogo nie dziwi, że śledztwo umorzono…

„Wyborcza”, powołując się na swoje źródła, podaje również, że w śledztwie pojawił się wątek niegospodarności przy zakupie PGZ Stoczni Marynarki Wojennej, którą odkupiono za 200 mln złotych od syndyka masy upadłościowej. Stocznia i tak była własnością państwa, a pieniądze z transakcji trafiły do prywatnych podmiotów w ramach regulacji zobowiązań. To właśnie Misiewicz miał lobbować za sprzedażą. „Wyborcza” skontaktowała  się z osobami bliskimi Misiowi i dowiedziała się, że nawet nic nie wie o pracy za seks i wątku stoczni.

Przeczytaj więcej
Komentarze