Obrońca "Misia" uspokaja jego fanów. Bartłomiej M. ma się dobrze w areszcie

Redakcja
08.02.2019  12:00
bartłomiej M w areszcie
bartłomiej M w areszcie Fot: Pawel Wisniewski/East News

Bartłomiej "Miś" M. przebywa w areszcie, gdzie czeka na proces w sprawie afery korupcyjnej MON i PGZ. Jego adwokat uspokaja zwolenników byłego rzecznika ministerstwa, twierdzi, że M. nie ma za kratkami większych problemów.

Pupil Antoniego Macierewicza, Bartłomiej M. został zatrzymany przez CBA i oskarżony o korupcję. Miał między innymi przyjąć łapówkę w kwocie 90 tysięcy złotych i powoływać się na kontakty w MON by uzyskać z tego profity. Brał też ponoć udział w podpisywaniu umów niekorzystnych dla PGZ, co przyniosło spółce straty rzędu 500 tysięcy złotych.

Po zatrzymaniu M. trafił do prokuratury, a później do aresztu. Wcześniej honoru młodzieńca bronili między innymi jego były przełożony Antoni Macierewicz i znany redemptorysta z Torunia - ojciec Tadeusz Rydzyk. Ten ostatni ręczył za niego nawet oficjalnie w prokuraturze.

Niestety dla "Misia" i jego pobratymców, mężczyzna trafił do aresztu na kolejne trzy miesiące. Jego obrońcy odgrażają się, że złożą zażalenie w tej sprawie, na razie jednak decyzja sądu pozostaje niezmienna i M. musi pozostać za kratkami. Jak tam sobie radzi? Podobno całkiem nieźle.

Bartłomiej M. w areszcie jest bezpieczny

Adwokat Bartłomieja M. oświadczył właśnie, że jego klientowi nic w areszcie nie grozi i nie ma problemów z współwięźniami. Podobno dostał nawet swoją prywatną celę, przy czym nie jest ona, jak mogłoby się wydawać, izolatką.

Bartłomiej M. przebywa sam w celi, jest w dobrej kondycji psychofizycznej i czuje się bezpiecznie - czytamy w "Super Expressie".

M. pracował w MON jako rzecznik i szef gabinetu politycznego Antoniego Macierewicza. Mimo że nie pełnił żadnej wysokiej i ważnej funkcji politycznej, nie ma też zbyt wiele wspólnego z mundurem, zdarzyło się, że żołnierze, nawet wysocy rangą, salutowali mu i witali słowami "czołem ministrze".

Tak samo powitany miał być przez współwięźniów w areszcie. Gdy po raz pierwszy przemierzał więzienny korytarz, mieli krzyczeć za nim "Czołem, panie ministrze".

Tymczasem jego adwokat zapewnia, że M. nie ma żadnych problemów z innymi osadzonymi.

Nic mu nie grozi i nie jest prawdą, że współwięźniowie zachowywali się w sposób agresywny do mojego klienta. Pan Bartłomiej przebywa sam w celi - powiedział Luka Szaranowicz.

Przeczytaj więcej
Komentarze