Nie zamierza zwracać długu

Przekręt Morawieckiego. Nie zapłacił za remont, jest bankrutem

06.04.2019  17:05
Kornel Morawiecki nie zapłacił za remont biura bo "nie ma pieniędzy"
Kornel Morawiecki nie zapłacił za remont biura bo "nie ma pieniędzy" Fot: JACEK DOMINSKI/REPORTER

Kornel Morawiecki wyremontował biuro, ale nie zapłacił za to nawet złotówki. Partia okazała się bankrutem, a spłatę długu "pod stołem" proponował wykonawcy prezes państwowego banku.

146 tysięcy złotych wynosi dług partii Kornela Morawieckiego wobec firmy remontowej Janusza Kuleszy. W 2017 roku w biurach ugrupowania Wolni i Solidarni, w willi przy ulicy Wiejskiej 2 w Warszawie, przeprowadzono remont, niestety, do dziś nikt za niego nie zapłacił.

Remont po znajomości

Morawiecki i Kulesza znali się już wcześniej, więc budowlaniec miał przeprowadzić remont na wyjątkowo korzystnych warunkach. Partia opłacić miała jedynie koszty remontu, Kulesza nie brał pieniędzy za tak zwaną "robociznę". Podpisali nawet w tej sprawie umowę, dokładnie 15 sierpnia 2017 roku, jednak, jak podaje Onet.pl, już w pierwszych miesiącach pojawiły się problemy z pieniędzmi.

Współpracownicy pana Morawieckiego i on sam wielokrotnie zapewniali mnie, że wkrótce zwrócą pieniądze. Nie miałem powodu nie wierzyć takiemu człowiekowi jak Kornel Morawiecki. Zresztą, w ręku miałem podpisaną przez marszałka umowę - powiedział Onetowi Marek Kulesza.

Prezes PKO i płacenie "pod stołem"

Pod koniec października Kulesza usłyszał, że "partia nie ma pieniędzy", ale wkrótce je zdobędzie. Nie zdobyła. Zamiast tego, już pod koniec lutego, spotkał się z przedstawicielami WiS i dyrektorem Pionu Sieci i Operacji PKO BP Maciejem Wyszoczarskim.

Nie miałem pojęcia, jaką Wyszoczarski pełni rolę w tym układzie- mówi Kulesza. - Ale to on, pan Wyszoczarski, przyjął ode mnie wcześniej przekazane do sprawdzenia dokumenty rozliczeniowe - dodaje.

W kolejnych miesiącach kontakt z WiS się urwał - nikt, ani Kornel Morawiecki, ani jego współpracownicy, nie odpowiadali Kuleszy na wiadomości i nie odbierali telefonów. Dopiero na początku kwietnia ponownie pojawił się prezes PKO.

Nagle Marian Wójcik zaproponował mi spotkanie w cztery oczy z Maciejem Wyszoczarskim. Spotkaliśmy się w "Czytelniku" na początku kwietnia. Zaproponował mi rozliczenie zadłużenia w kwotach po 18-20 tys. zł. Z kontekstu rozmowy wywnioskowałem, że chodziło o płatność bezpośrednio, z pominięciem wystawionych faktur - mówi Kulesza. -  Z pominięciem VAT-u, czyli mówiąc kolokwialnie, pod stołem - dodaje.

Po kilku miesiącach Kulesza nadal nie otrzymał zwrotu pieniędzy i skierował sprawę do sądu. Na konto partii Wolni i Solidarni wszedł komornik, wtedy okazało się, że jest na nim 52 złote i 14 groszy.

Przeczytaj więcej
Komentarze