Pirat drogowy Terlecki łamie przepisy. Tak spieszyło mu się do Prezesa?

Emilia Waszczuk
21.12.2018  10:47
Ryszard Terlecki na czerwonym świetle

Limuzyna rządowa z Ryszardem Terleckim jako pasażerem, mknęła przez Warszawę mimo korków, czerwonych świateł i podwójnej ciągłej. Na szczęście nikomu nie stała się krzywda.

Jak donosi "Super Express", w środę, około godziny 15.30, Ryszard Terlecki opuścił Sejm, by chwilę później kilkukrotnie złamać przepisy ruchu drogowego. Poseł PiS tak spieszył się do siedziby partii na Nowogrodzkiej, że za nic miał tak nieistotne rzeczy, jak czerwone światło.

Ryszard Terlecki trasę między Sejmem a Nowogrodzką przemierzał limuzyną rządową. Skoda Superb, którą się poruszał, miała przejechać skrzyżowanie ulic Lindleya i Koszykowej na czerwonym świetle i przeciąć podwójną ciągłą linię na drodze. Politykowi i jego kierowcy nie straszne były wzmożony ruch drogowy i korki.

Kiedy okazało się, że auto nie może dalej poruszać się z zawrotną prędkością, nawet niezgodnie z przepisami, Terlecki wyskoczył z samochodu i do siedziby PiS udał się pieszo. Czyżby wezwał go sam Jarosław Kaczyński, skoro nie mógł poczekać nawet chwili dłużej?

Sejm odmawia komentarza

Co na to policja i kancelaria Sejmu? Rzecznicy rządu na temat brawurowej jazdy polityka milczą. Wody w usta nabierają też funkcjonariusze policji.

Dziennikarze "Super Express" zwrócili się o komentarz w sprawie do Komendy Stołecznej Policji. Niestety, kiedy policjanci dowiedzieli się, kto jechał opisywanym samochodem, odmówili komentarza i odesłali ich do zapoznania się z taryfikatorem mandatowym.

Tymczasem za sam przejazd na czerwonym świetle, kierowcy grozi mandat w wysokości 500 złotych.

ZOBACZ TEŻ:

Przeczytaj więcej
Komentarze