TVN ma dowód

Seksafera z Kuchcińskim. Te doniesienia pogrążą polityka?

Emilia Waszczuk
19.04.2019  10:31
Seksafera z Kuchcińskim. TVN ma dowód?
Seksafera z Kuchcińskim. TVN ma dowód? Fot: Grzegorz Bukala/REPORTER

W czwartkowym magazynie "Czarno na białym" ukazał się zapowiadany dużo wcześniej materiał na temat seksafery podkarpackiej z hańbiącym udziałem marszałka Marka Kuchcińskiego. Dziennikarze nie dotarli jednak do tajemniczej taśmy. Coś jednak udało im się ustalić - jak twierdzą - z całą pewnością.

Były agent CBA oskarża swoich dawnych pracodawców o tuszowanie ogromnej afery. Dlaczego miałoby im zależeć na ukryciu przestępstw? Najpewniej dlatego, że w sprawę zamieszane są naprawdę duże nazwiska, między innymi arcybiskupa, komendanta policji, wiceministra czy wreszcie drugiego najważniejszego dziś polityka w państwie, marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.

Co ciekawe, zarówno Kuchciński jak i CBA zarzekają się, że żadnej seksafery, a już tym bardziej nagrań seksu z domów publicznych na Podkarpaciu nie ma. A jednak, już w marcu media donosiły, że CBA chciało je kupić. TVN w czwartkowym materiale donosił, że było tak z całą pewnością i ma na to dowody!

Agenci CBA starali się więc kupić - za niemałą kwotę kilkudziesięciu tysięcy złotych - nagrania, które nie istnieją? Jaki w tym sens i czy to aby nie znak, że coś jest jednak na rzeczy?

Wojciech J. zmyślił aferę? TVN ustala fakty

Dziennikarze TVN ruszyli śladem nagłaśniającego sprawę Wojciecha J. Dowiedzieli się między innymi, że to służbista, który do każdego zlecenia podchodzimy w ten sam sposób - na sztywno i ze wszelkich sił próbując dojść do prawdy.

Ludzie z CAT mówią, że to upierdliwiec i formalista. Nie był lubiany, ale niczego by nie zmyślił. To taki typ, który działa z podobnym zaangażowaniem, gdy odkryje zarówno kradzież długopisu, jak i grubą aferę. Jest mało elastyczny. A w każdej służbie czasem trzeba nagiąć procedury - mówi były agent ABW.

J. w CBA dostał uprawnienia, o jakich inni mogą tylko pomarzyć. Miał dostęp niemal do wszystkiego, w tym tajnych materiałów i to bez specjalnej zgody przełożonych.

Może raz wcześniej widziałem takie plenipotencje, to niemal jak licencja 00 z filmów o Bondzie - mówi jeden z rozmówców TVN.

Na ślad seksafery J. miał trafić przypadkiem - został zatrudniony - jak twierdzi, by szukać "haków" na byłych oficerów specsłużb. Co więcej, o sekstaśmach J. dowiedzieć się miał od swojego szefa.

Szef CBA stwierdził w jednej z rozmów, że dysponuje wiedzą, że na Podkarpaciu są osoby nagrywane z kręgu władzy, z kręgu służb w domach publicznych. Wymienił przy tym liczbę nagrań, to jest około czterech tysięcy. Wskazał konkretne osoby, które miały dysponować tymi nagraniami - mówi J.

CBA chce kupić taśmy. A twierdzą, że ich nie ma

Były agent twierdzi, że gdy tylko zdobył taśmę, na której uwieczniono polityka PiS Marka Kuchcińskiego z nieletnią prostytutką, zaczęły się jego problemy. Wszczęto wobec niego postępowanie dyscyplinarne, a w międzyczasie nagranie zniknęło z szafy pancernej.

Kilka dni po odejściu z CBA J. spotkał się z agentami Biura. Od jednego z nich usłyszał propozycję - kilkadziesiąt tysięcy za ponowne zdobycie nagrań.

Stary, ja muszę wiedzieć, czy ty k**a jesteś w stanie wytargać tę płytę za pieniądze nie wiem jakie. Rzuć cenę, czy cokolwiek innego - słyszymy we fragmencie zarejestrowanej przez,ez J. rozmowy.

Przeczytaj więcej
Komentarze