Matka Stefana W.: przestał brać leki kilka dni przed morderstwem. Lubił bić ludzi

Redakcja
16.01.2019  14:44
Stefan W.
Stefan W. Fot: Facebook/Stefan W.

Morderca Pawła Adamowicza - Stefan W. - był wielokrotnie badany przez psychiatrów i przestał się leczyć tuż przed popełnieniem zbrodni. Wcześniej interesował się bronią i był agresywny wobec innych ludzi.

Morderstwo, którego dopuścił się Stefan W. w niedzielę 13. stycznia, zszokowało całą Polskę. Na scenie WOŚP, na oczach tłumów, zginął godzony nożem prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Teraz jego zabójcy grozi nawet kara dożywotniego pozbawienia wolności, zanim jednak zostanie osądzony, biegli psychiatrzy zbadają, czy w momencie popełniania przestępstwa był poczytalny.

ZOBACZ:  Pogrzeb Pawła Adamowicza w sobotę 19 stycznia. W całym kraju żałoba narodowa. Znamy szczegóły  

Stefan W. - nowe informacje o mordercy

Teraz, w kilka dni po tragedii, na jaw wychodzą kolejne fakty z życia Stefana W. Już wcześniej pisaliśmy między innymi o tym, że odsiadywał wyrok za napady na banki. Ostatnio okazało się także, że w czasie pobytu w więzieniu, stwierdzono u niego schizofrenię paranoidalną.

Stefan W. jeszcze w trakcie odbywania kary miał odmówić leczenia. Jak podaje "Gazeta Wyborcza", mężczyzna był w dobrym stanie psychicznym, więc lekarze przystali na zaniechanie terapii, także farmakologicznej. Tymczasem, już po popełnionym przez niego morderstwie, gdy policja udała się do domu jego matki, kobieta miała im wyznać, że Stefan W. od kilku dni nie przyjmował leków.

Z więzienia (sąd orzekł karę 5,5 roku pozbawienia wolności za napady na banki) Stefan W. wyszedł 8 grudnia 2018 roku. W czasie odsiadki lekarze psychiatrzy mieli badać go ponad 20 razy!

Okazuje się ponadto, że Stefan W. starał się o wcześniejsze zakończenie kary, jednak nie przyznano mu go ze względu na zachowanie. Przez pięć lat dostał tylko jedną nagrodę, nagany otrzymywał trzykrotnie.

ZOBACZ:  Zaatakował prezydenta, krzyczał, że PO go torturowała. Kim jest Stefan W? [ZDJĘCIA]

Uzależniony od narkotyków fanatyk noży. Lubił się bić

Jak donosi "Dziennik Bałtycki", Stefan W. od dawna sprawiał problemy. Nigdy nigdzie nie pracował, lubił za to hazard i poświęcał mu mnóstwo czasu. Często można było spotkać go w salonach gier, zwykle pozostawał wtedy pod wpływem narkotyków lub alkoholu. Jak zdradził informator "Dziennika", Stefan W. był uzależniony od amfetaminy i sterydów, które zażywał jeszcze przed odsiadką.

Stefan W. bywał też agresywny i nigdy się z tym nie krył. Według relacji świadków, lubił się bić, potrafił też napadać na ludzi na ulicy.

To jest chłopak, który od zawsze miał nierówno pod sufitem, był niezrównoważony i trzeba było na niego uważać. Już jako nastolatek zdarzyło się, że bez powodu rozbił koledze na głowie szklaną butelkę. Nigdy nie ukrywał, że lubił bić ludzi i chętnie się tym chwalił, mówił o tym, jak fajnie jest spuścić komuś wp#dol -mówił "Dziennikowi bałtyckiemu" mieszkaniec gdańskiej Oliwy.

Lubił tzw. dziesiony: potrafił, idąc ulicą, zobaczyć kobietę odchodzącą od bankomatu albo wychodzącą z banku i wyrwać jej torebkę czy na ulicy wyrwać komuś z ręki telefon komórkowy. Nie ukrywał, czym się zajmuje. Na forach w internecie chwalił się nawet, że obrobił bank i wyjeżdża na wakacje. Śmieszy mnie, że policja przy napadach na banki tak długo go rozpracowywała, kiedy wszyscy wokół wiedzieli. Wiem, że dostał łomot przy zatrzymaniu za tę sprawę. Później niejednokrotnie mówił: „pozabijałbym wszystkich, którzy mnie wpakowali do pierdla”. On tego nie mówił „dla jaj”, tylko na poważnie - dodał.

Z relacji mieszkańców Gdańska wynika również, że Stefan W. od dawna interesował się bronią i potrafił posługiwać się nożem. "Był fanatykiem" - relacjonowali znajomi mężczyzny.

ZOBACZ TEŻ:

Przeczytaj więcej
Komentarze