Ta afera zniszczy PiS

Kaczyński zażądał 50 tys. dla księdza?

Redakcja
15.02.2019  15:00
tasmy kaczyńskiego koperta 50tysięcy
tasmy kaczyńskiego koperta 50tysięcy Fot: WOJCIECH STROZYK/REPORTER/Flickr

Jarosław Kaczyński miał zmusić Geralda Birgfellnera do przekazania 50 tysięcy złotych dla księdza. Prawica grzmi: to niemożliwe, tyle pieniędzy nie zmieści się w kopercie!

Dziennikarze "Gazety Wyborczej" ujawnili fragment zeznań Geralda Birgfellnera w prokuraturze. Austriak twierdzi, że został zmuszony przez Jarosława Kaczyńskiego do zapłacenia księdzu z Instytutu Lecha Kaczyńskiego 50 tysięcy złotych za złożenie podpisu na dokumentach w sprawie budowy K-Towers. Pieniądze te biznesmen miał zostawić w kopercie w siedzibie PiS przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie.

Obrońcy Kaczyńskiego: 50 000 nie zmieści się w kopercie!

W sieci pojawiają się pierwsze komentarze osób, które nie wierzą Austriakowi. Zwolennicy wersji Jarosława Kaczyńskiego (zdaniem polityka "Taśmy" to "kapiszon", a on nic złego nie zrobił i zawsze działał zgodnie z prawem) obrali dość zaskakującą linię obrony. Twierdzą, że łapówka o kwocie 50 tysięcy złotych nie mogła być przekazana w kopercie, bo tyle pieniędzy nie mogłoby się w niej zmieścić!

Na Twitterze pojawiły się już między innymi bardzo podobne wpisy szefa portalu tvp.info Samuela Pereiry i posła partii Porozumienie Kamila Bortniczuka.

50 tysięcy w kopercie. Niech Pani Sawicka wyjaśni szefowi że to niemożliwe - pisze Pereira.

Każdy, kto miał kiedyś w rękach 50 tysięcy złotych wie, że do koperty to raczej nie wejdzie... - wtóruje mu Bortniczuk.

Ile tysięcy zmieści się w kopercie?

Dlaczego tłumaczenia te, zamiast wybielać Jarosława Kaczyńskiego, okazują się wyjątkowo nietrafione, wręcz śmieszne? Wystarczy prosta matematyka.

Największy nominał w Polsce to dziś  500 złotych. Jeśli więc podzielimy kwotę przekazaną na Nowogrodzkiej (50 000/500=100) dostaniemy plik stu banknotów! Przy nominale 200 złotych byłoby ich 250 przy nominale 100 złotych - 500. A to z powodzeniem zmieści się kopercie!

PiS milczy. To jednak nie "kapiszon"?

Od ostatniej publikacji "Gazety Wyborczej" minęło już kilka godzin, ale Jarosław Kaczyński i jego koledzy z partii milczą. Głosu nie zabrała też, jak na razie, rzeczniczka prasowa partii, Beata Mazurek. Co więcej, brak nawet komentarzy najbardziej aktywnej działaczki PiS w mediach społecznościowych - Krystyny Pawłowicz.

Kiedy usłyszymy komentarz kogokolwiek związanego z partią rządząca? Tego niestety nie wiadomo.

Przeczytaj więcej
Komentarze