To już koniec Kaczyńskiego? "Jak to wyjdzie na jaw, będzie zabójcze dla PiS"

Redakcja
29.01.2019  10:04
taśmy kaczyńskiego srebrna k-towers
taśmy kaczyńskiego srebrna k-towers Fot: Jan BIELECKI/East News

Dziennikarze "Gazety Wyborczej" dotarli do zapisu rozmów Jarosława Kaczyńskiego w sprawie budowy w Warszawie dwóch bliźniaczych wieżowców. "K-Towers" miały kosztować ponad miliard złotych.

We wtorek "Gazeta Wyborcza" opublikowała stenogramy rozmów Jarosława Kaczyńskiego i szczegóły planów budowy dwóch wieżowców w centrum Warszawy. Inwestycja, którą miała zająć się spółka Srebrna (należąca do fundacji Instytutu Lecha Kaczyńskiego), miała kosztować nawet 300 milionów euro, czyli około 1,3 miliarda złotych. Pieniądze na inwestycję zapewnić miał, w ramach kredytu, zaprzyjaźniony z PiS bank Pekao SA.

Co takiego zawierają głośne "Taśmy Kaczyńskiego"? Między innymi stwierdzenie, że "jeśli nie wygramy wyborów, to nie zbudujemy wieżowca" i "gdyby informacje o przygotowaniach do inwestycji  i toczonych negocjacjach wyszły na jaw, byłoby to zabójcze politycznie dla PiS".

Kaczyński obawiał się też o nieprzychylność opozycji i problemy z działaczem miejskim Janem Śpiewakiem. To jednak nie wszystko. Z materiałów "Wyborczej" poznaliśmy także robocze nazwy wieżowców, które planował postawić Kaczyński. Na cześć jego i jego brata nazywano je w rozmowach "bliźniakami", lub od nazwiska - "K-Towers".

"Bliźniaki" Kaczyńskiego zablokowane. Srebrna nie chce wypłacić pieniędzy

W rozmowie opublikowanej przez "Wyborczą" udział wzięli prezes PiS Jarosław Kaczyński, jego kuzyn Grzegorz Tomaszewski, mający powiązania rodzinne z prezesem PiS biznesmen z Austrii Gerald Birgfellner i jego wspólniczka, która w czasie rozmowy pełniła też rolę tłumaczki.

Jak wynika z zapisów rozmowy, spółka Srebrna, odpowiedzialna za budowę, nie dostała od miasta zgody na rozpoczęcie prac ani tak zwanej wuzetki (warunków zabudowy), a prawa użytkowania działki nie zostały przeniesione na specjalnie powołaną do tego celu firmę Nuneaton, której prezesem został Bifgfellner.

Okazało się przy tym, iż wstrzymanie prac nad inwestycją skutkowało tym, że zarząd spółki odmówił wypłaty części wynagrodzenia Austriakowi, mimo że ten wykonał już część prac. Za całość dostać miał 3 procent wartości inwestycji, czyli około 39 milionów złotych. Za wykonane prace żądał około 100 tysięcy złotych.

W rozmowie Austriak przekonywał prezesa PiS, że nie jest oszustem i ma odpowiednie dokumenty, którymi potwierdzi, co zostało zrobione. Co na to Jarosław Kaczyński? Zaproponował pójście do sądu.

Według mnie to najprostsza droga, żeby tę sprawę załatwić. Ja wtedy będę mógł być może jakoś w tej sytuacji przekonać zarząd do tego, żeby poszli na ugodę (...). Jeżeli chodzi o mnie, to spokojnie mogę zeznać przed sądem, że tak, to było robione dla spółki Srebrna - mówił.

Wcześniej zapewniał, że nie chce nikogo oszukać i potrzebuje "podstaw w papierach".

Wszystko wiem, przecież ja nie chcę nikogo oszukiwać. Ja wiem, że to wszystko było robione dla nas. Ja bym chciał zapłacić, tylko muszą być do tego podstawy w papierach. Gdyby do tych wszystkich opracowań, które tu są, były dołączone rachunki. Ile to kosztowało, znaczy, jaka firma za to bierze - mówił.

Kaczyński popełnił przestępstwo? Sprawa w prokuraturze

Wiadomo już, że sprawa faktycznie znajdzie swój finał w sądzie. Jak donosi "Wyborcza", w piątek  Roman Giertych i Jacek Dubois - prawnicy Birgfellnera – przesłali do prokuratury w Warszawie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Jarosława Kaczyńskiego. Jak twierdzi austriacki biznesmen, ze strony polityka PiS doszło do "dokonania oszustwa wielkich rozmiarów".

ZOBACZ TEŻ:  Bartłomiej M. zatrzymany! Ulubieniec Macierewicza w rękach CBA  

Przeczytaj więcej
Komentarze