Rusza śledztwo

Miłosierny Jędraszewski po katolicku zwalnia samotne matki

Emilia Waszczuk
23.09.2019  15:39
Miłosierny Jędraszewski po katolicku zwalnia samotne matki
Miłosierny Jędraszewski po katolicku zwalnia samotne matki Fot: Beata Zawrzel/REPORTER

Arcybiskup Marek Jędraszewski ma kłopoty. Duchowny w końcu się doigrał i po zwolnieniu trzech kobiet, ściągnął na siebie Państwową Inspekcję Pracy. Grozi mu też postępowanie przed sądem.

Marek Jędraszewski to jeden z najbardziej kontrowersyjnych polskich duchownych. To właśnie on zawzięcie broni księży pedofilów, głosi nienawistne komentarze o społeczności LGBT, a w sprawach religii bliżej mu do dekalogu PiS niż boskiego. Teraz znów się popisał.

Arcybiskup zwolnił bowiem trzy z pięciu pracownic biura prasowego archidiecezji krakowskiej. Gdy o sprawie zrobiło się głośno, przyszedł czas na kolejną bombę. Z kościelnego komunikatu Polacy dowiedzieli się bowiem, że panie straciły posady, bo nie są mężatkami, a dla takich miejsca w kościele nie ma.

Podjęte działania dotyczą zakończenia współpracy jedynie z koordynatorem biura, panią Joanną Adamik, i jej dwiema najbliższymi współpracowniczkami, które są osobami niezamężnymi. (...) Natomiast dwie pozostałe osoby, które w życiu prywatnym jako matki tworzą wraz ze swymi mężami katolickie rodziny, nadal pozostają pracownikami Biura Prasowego Archidiecezji Krakowskiej

- czytamy w komunikacie.

Co ciekawe, dwie ze zwolnionych pań są matkami - choć nie mają mężów, adoptowały dzieci. I są katoliczkami. Ale katolickie miłosierdzie pana Jędraszewskiego nie przewiduje pochylania się nad problemami niezamężnych.

Arcybiskup się doigrał?

Kontrowersyjny komunikat archidiecezji pojawił się w weekend. Przyszedł poniedziałek i sprawą zajęła się Państwowa Inspekcja Pracy. A wszystko dlatego, że kobiety w biurze prasowym zatrudnione były na tak zwanych śmieciówkach.

Prowadzimy już dochodzenie pod kątem ewentualnego wykroczenia pracodawcy. Skupiamy się na wątku korzystania przez kurię umów cywilnoprawnych, w sytuacji, kiedy pracownicy mogliby być zatrudnieni na umowę o pracę

- wyjaśnił wp.pl Artur Samek z PIP.

To jednak nie koniec problemów kurii i arcybiskupa. Sprawa może bowiem wkrótce trafić do sądu pracy. A to dlatego, że doszło do jawnej dyskryminacji. Na problem uwagę zwróciła dziennikarka Dominika Wielowieyska.

Teraz zwolnione kobiety mogą spokojnie pójść do sądu pracy. Dyskryminacja ze względu na brak męża

- napisała na Twitterze.

Do sprawy odniósł się też prawnik Krzysztof Śmiszek, który zapewnił, że chętnie zajmie się reprezentowaniem poszkodowanych przed sądem.

Chętnie poprowadziłbym taką sprawę. Arcybiskup zapomniał chyba, ze kościół nie jest ponad kodeksem pracy. Jeśli będzie taka potrzeba, służę pomocą

- napisał w mediach społecznościowych.

Przeczytaj więcej
Komentarze