Polska vs epidemia

Czekała 88 godzin na wyniki badań na COVID-19. Rząd: nie nasza wina

Emilia Waszczuk
01.03.2020  12:32
Czekała 88 godzin na wyniki badań na COVID-19. Rząd: nie nasza wina
Czekała 88 godzin na wyniki badań na COVID-19. Rząd: nie nasza wina Fot: Facebook/Printscreen

Anna Morawska to jedna z pacjentek, u których podejrzewano koronawirusa. Kobieta opowiedziała o koszmarnym bałaganie i nieprzygotowaniu Polski na epidemię. Przedstawiciel rządu już zdążył jej odpowiedzieć. Władze nie poczuwają się do winy.

Polska jest gotowa na koronawirusa - przekonują niemal codziennie przedstawiciele rządu, z ministrem zdrowia Łukaszem Szumowskim na czele. Dwa miesiące po wybuchu epidemii w Chinach, zdaje się, że nasz kraj nadal ma ogromny problem. O tym, jak wygląda badanie pacjenta z podejrzeniem COVID-19, opowiedziała Anna Morawska.

Kobieta wróciła do Polski po podróżach do Włoch i USA. W obu krajach choroba z Wuhan została wykryta, we Włoszech szaleje epidemia, której władze nie potrafią zatrzymać - codziennie zarażają się i umierają kolejni pacjenci.

Koronawirus kontra Polska

Pani Anna trafiła do szpitala w Krotoszynie w bardzo poważnym stanie, ze wszystkimi objawami typowymi dla koronawirusa. Problem w tym, że placówka nie ma oddziału zakaźnego. Lekarze natychmiast odizolowani kobietę i jej matkę i zgodnie z procedurami opracowanymi przez "górę", czyli GIS i Ministerstwo Zdrowia, zaczęli szukać odpowiedniego szpitala. I tu pojawił się pierwszy problem. Ledwie przytomna, dusząca się pacjentka dwie godziny czekała, aż jakiś szpital specjalistyczny zechce ją przyjąć. Wszyscy odmówili.

Pacjentka została w Krotoszynie, gdzie przeszła wstępne badania na grypę. Test wykluczył chorobę - znowu zaczęło się obdzwanianie placówek z oddziałami zakaźnymi. Ponownie - nikt nie chciał przyjąć pacjentki.

Lekarze w szpitalu w Krotoszynie zostali zmuszeni do prowizorycznego stworzenia oddziału zakaźnego. Pacjentka trafiła do izolatki i pobrano od niej próbki do badań na obecność koronawirusa. I tu pojawił się kolejny problem - trzeba było wysłać je do Warszawy. Była już godzina 13-14, a laboratorium pracuje jedynie do godziny 15...

Tacy jesteśmy w mediach przygotowani, całodobowa infolinia, kursy mycia rąk, ale próbki do 15. Koronawirus od 15 ma wolne, spędza czas z rodziną

- ironizuje pacjentka.

Minęła środa, czwartek - wyników brak. Piątek - nie. Dzisiaj jest sobota, a ja jestem zamknięta w izolatce na paru metrach kwadratowych. Kto walczy o wynik? Lekarze z krotoszyńskiego szpitala. Lekarz dzwoni do Warszawy paręnaście razy dziennie od środy. Ale któż by odebrał w laboratorium w Warszawie w sprawie jakiegoś koronawirusa? A gdy już odebrali, to mieli czelność powiedzieć lekarzowi, żeby do nich nie wydzwaniał, ponieważ wyników nie ma

- żali się pani Anna.

W sumie na wyniki badań pani Anna czekała 88 godzin! Na szczęście okazało się, że nie choruje na koronawirusa COVID-19. Zanim jednak dostała diagnozę, nagrała film, w którym wytyka, jak bardzo państwo nie jest przygotowane na epidemię i ile absurdów spotkało ją po drodze.

Rząd: nie nasza wina

Na nagranie i oskarżenia pacjentki zdążył już zareagować jeden z przedstawicieli rządu. Rzecznik resortu zdrowia w rozmowie z radiozet.pl wytłumaczył, że to nie państwo ponosi winę, tylko szpitale.

— powiedział Wojciech Andrusiewicz.

Procedury dla wszystkich placówek ochrony zdrowia w zakresie postępowania z osobami, które mogą być zarażone koronawirusem, są i precyzyjne i identyczne. Każdy podmiot w kraju je otrzymał i każdy ma obowiązek stosować. Jeżeli doszło do takiej sytuacji, o jakiej słyszymy w filmie to jest to niedopuszczalne

Przy okazji zagroził, że placówki łamiące rządowe procedury będą karane. 

Przeczytaj więcej
Komentarze