koszmarne czasy

Gigantyczne kary i ściganie Polaków za głupstwa. "Góra naciska"

09.04.2020  16:30
Gigantyczne kary i ściganie Polaków za głupstwa. "Góra naciska"
Gigantyczne kary i ściganie Polaków za głupstwa. "Góra naciska" Fot: SZYMON STARNAWSKI /POLSKA PRESS/Polska Press/East News

30 tysięcy złotych za wejście do lasu, 10 tysięcy za jazdę rowerem? Nawet kierowca pod wpływem alkoholu nie jest zagrożony tak wysokimi karami. Są za to zwykli obywatele.

Odkąd w Polsce wprowadzono stan epidemii, ciągle mnożą się zakazy i kary za ich łamanie. Za nieprzestrzeganie nałożonych przez rząd obostrzeń grozi nawet do 30 tysięcy złotych grzywny, a za notoryczne łamanie kwarantanny, do 10 lat więzienia.

Kary za nieposłuszeństwo mają nakładać na Polaków nie tylko policjanci - oddelegowano do tego także pracowników sanepidu. Jak się okazuje, ci naciskani są przez przełożonych, by karać jak najostrzej.

Wejście do lasu za kilkadziesiąt tysięcy

Najwięcej kontrowersji wywołuje zakaz wchodzenia do lasu - zdaniem prawników - zupełnie bezprawny. Pracownicy sanepidu naciskani są przez "górę", by wszczynać postępowania przeciw ludziom i nakładać na nich najwyższe możliwe kary.

Ten zakaz jest bezsensowny, a my mamy ścigać za to ludzi

- mówi "Gazecie Wyborczej" anonimowy pracownik powiatowej stacji sanepidu.

Nie wszczęliśmy jeszcze żadnego postępowania, ale bardzo jesteśmy naciskani, żeby to robić

- dodaje inny.

Co więcej, instytucja, która ma zająć się w Polsce walką z epidemią, sama nie dba o przestrzeganie zasad i bezpieczeństwo własnych pracowników! Ponadto, sanepid ma ogromne braki w ludziach.

Nie dostajemy prawie w ogóle środków ochrony osobistej, a codziennie musimy tu na miejscu wspólnie pracować, nie tylko przy wykrywaniu kolejnych przypadków zakażeń, wysyłania na kwarantannę, szukania ludzi, którzy mieli kontakty z zakażonymi, ale jeszcze przy sporządzaniu dziesiątek sprawozdań. Brakuje rąk do pracy

- skarży się pracownica sanepidu.

Przeczytaj więcej
Komentarze