Chirurg bezkarny

Lekarz zaszył TO w pacjencie. Śmierć w męczarniach

Wojciech Kozicki
04.12.2019  19:57
Błąd medyczny, lekarz niewinny - pacjent zmarł po operacji w męczarniach
Błąd medyczny, lekarz niewinny - pacjent zmarł po operacji w męczarniach Fot: Pixabay.com

W Polsce trzeba mieć niezłe zdrowie, żeby chorować. Pan Ireneusz udał się do Szpitala Uniwersyteckiego we Wrocławiu, ponieważ cierpiał na guz nowotworowy na dwunastnicy. Okazało się jednak, że czasami lekarze są większym zagrożeniem dla pacjenta niż choroby.

Szpital uniwersytecki we Wrocławiu w ogniu krytyki. W 2012 roku 78-letni pan Ireneusz przeszedł w nim zabieg usunięcia guza dwunastnicy, ale jak podaje „Fakt”, po operacji jego stan zdrowia się pogorszył. Podejrzewano nawrót choroby, ale w końcu odkryto co naprawdę znalazło się w jego brzuchu.

Okazało się, że lekarze w czasie operacji zaszyli w pacjencie dwie chusty chirurgiczne o wymiarach 70 na 45 centymetrów. Wrocławska „Wyborcza” pisze o 9-miesięcznej agonii pana Ireneusza. Niestety, przyczynę cierpienia odkryto dopiero po śmierci pacjenta.

Mój ojciec nie żyje przez bałagan – powiedział syn zmarłego pana Ireneusza. („Wyborcza”)

Rodzina zmarłego i prokuratura uważają, że chirurg Dariusz R. ponosi winę za tragedię, ale sąd pierwszej instancji był innego zdania. W 2019 roku został uniewinniony. W połowie grudnia o jego dalszych losach zdecyduje sąd apelacyjny.

Nie zaniedbałem przeszukania jamy otrzewnej. Przeszukałem ją, panie mecenasie, proszę spojrzeć mi w oczy. Biegli z Warszawy, którzy napisali opinię obciążającą mnie, stwierdzili, że można szukać i nie znaleźć. Tak się zdarzyło, niestety. Ja szukałem, ale nie znalazłem – powiedział przed sądem lekarz. („Wyborcza”)

Wyrok sądu rejonowego jest wyrokiem niezawisłego sądu. Operacja wykonana przez mojego klienta była operacją trudną, nietypową. W zespole brało udział siedem osób. Czy lekarz ma działać w zaufaniu do swojego zespołu, czy ma nie wierzyć ludziom i ich sprawdzać. Operacja trwała od godz. 11.30 do 16, a przedmiotem działalności pana R. nie było liczenie chust, a uratowanie człowieka. To zadanie zostało wykonane – bronił swojego klienta w sądzie mecenas Andrzej Malicki. („Wyborcza”)

Przeczytaj więcej
Komentarze