Bigos jest po jego stronie

Katecheta nazwał dzieci "sakramentalnymi dz*wkami". Jest bezkarny

Wojciech Kozicki
25.11.2019  14:05
Katecheta kontra Halloween - kto zbiera cukierki ten dziwka?
Katecheta kontra Halloween - kto zbiera cukierki ten dziwka? Fot: MONKPRESS/East News

Skandal w szkole w Rokitnicy. Katecheta obraził dzieci, które zbierają cukierki w Halloween. Rodzice mają dość, do dyrekcji trafił oficjalny protest, ale nauczyciel religii raczej wymiga się od kary.

Kościół w Polsce kontra Halloween – ta wojna trwa od lat. Jednak niektóre dzieci zamiast 1 listopada oddawać się zadumie we Wszystkich Świętych, wolą zbierać cukierki jak nakazuje amerykańska tradycja. Tymczasem katecheta z Rokitnicy w październiku nazwał takie dzieci „sakramentalnymi dziwkami”. Okazuje się, że zrobił to "dla ich dobra"...

Katecheta posunął się za daleko przy dzieciach

Jak podaje „Wyborcza”, rodzice złożyli oficjalny protest do dyrekcji, ponieważ świecki katecheta „posunął się za daleko”. Dzieci podobno pytają w domu kim są wspomniane „sakramentalne dziwki” i rodzice dorośli im to tłumaczyć.

Szkoła ma problem, bo rodzice domagają się usunięcia katechety. Sprawy nie da się zamieść już pod dywan, bo grożą  wniesieniem pozwu zbiorowego z powództwa cywilnego. Opowiadając o Halloween, posunął się zdecydowanie za daleko. Powiedział, że dzieci, które chodzą po domach i zbierają tego dnia cukierki, zachowują się jak sakramentalne dziwki. Rozumiem, że Kościół ma negatywne stanowisko wobec Halloween, ale takie słownictwo jest niedopuszczalne – skomentował sprawę jeden z rodziców. (Wyborcza.pl)

Stanowczo sprzeciwiamy się tak niedopuszczalnemu i oburzającemu zachowaniu oraz wulgarnemu słownictwu używanemu w stosunku do naszych dzieci. Uważamy, że katecheta ten przekroczył wszelkie granice i nie powinien mieć kontaktu z dziećmi. Taka postawa zamiast uczyć miłości i szacunku do ludzi oraz do innych kultur i tradycji, uczy wrogości i nienawiści –brzmi treść pisma, które rodzice złożyli u dyrekcji. (Wyborcza.pl)

Wicedyrektor Lucyna Bigos twierdzi jednak, że „każdy popełnia błędy, ale ma prawo do drugiej szansy”. Okazało się również, że część rodziców broni katechety. Sam oskarżony uważa natomiast, że jego wypowiedź została wyrwana z kontekstu.

To jest historia ze starożytności, ale nie chcę już o niej mówić. Chciałem dla dzieci jak najlepiej, bo zależy mi na ich zbawieniu. I tyle – broni się katecheta i jak na razie w szkole zostaje. Dostał jedynie upomnienie. (Wyborcza.pl)

Przeczytaj więcej
Komentarze