18+

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.

Copyright 2009-2019, Eurozet Sp. z o. o.

przerażające

Tak się "bada" pasażerów z Chin. Polska prosi się o koronawirusa

Emilia Waszczuk
28.01.2020  21:07
Tak się "bada" pasażerów z Chin. Polska prosi się o koronawirusa
Tak się "bada" pasażerów z Chin. Polska prosi się o koronawirusa Fot: Shutterstock

Szokująca relacja Polaka, który uciekł z Chin przed koronawirusem 2019-nCoV. Jeśli "badanie" pacjentów wygląda tak, jak opowiada, Polska sama prosi się o epidemię!

W Chinach szaleje epidemia wykrytego pod koniec grudnia koronawoirusa 2019-nCoV. Stwierdzonych laboratoryjnie przypadków zarażeń było we wtorek rano ponad 4 tysiące. Ponad sto osób straciło życie. Nie wiadomo, jaka jest prawdziwa skala zjawiska - wedle przecieków z Chin, zarazić się mogło już nawet kilkadziesiąt tysięcy osób!

Najgorzej jest w mieście Wuhan, które kilka dni temu zostało całkowicie odcięte od świata. Na drogach budowane są zasieki, nie można wjechać ani wyjechać z miasta. Nie kursują pociągi, samoloty ani nawet komunikacja miejska. Sklepowe półki świecą pustkami, ulice są opustoszałe. Tłumy gromadzą się jedynie w placówkach medycznych - o zgrozo, część chorujących ma być z braku miejsc odsyłana do domów!

Tak się "bada" wyjeżdżających z Chin

Z Wuhan tuż przed zamknięciem miasta uciekło kilku studentów Politechniki Rzeszowskiej. Około 25 naszych rodaków wciąż uwięzionych jest w epicentrum epidemii. Mężczyzna, któremu udało się wrócić do Polski z Chin, opowiada, jak tak naprawdę wyglądały kontrole i badania, które miał przejść. Relacja jest przerażająca.

Przylecieliśmy z Chin z miasta Xiamen, ponieważ mieszkamy w regionie tego lotniska. Zdecydowaliśmy się wyjechać, ponieważ liczba chorych osób rosła, a w naszej prowincji były już dwa zdiagnozowane przypadki - opowiada Onetowi. - Stwierdziliśmy, że na tym się nie skończy i zwyczajnie uciekliśmy z Chin - czytamy.

Mężczyzna wyjaśnia, że w podróży do Xiamen nie było ani jednej kontroli, mało kto używał maseczek ochronnych mimo nagłośnionej epidemii! Co gorsza, na lotnisku i w samolocie było bardzo podobnie - brak jakiejkolwiek kontroli i personel bez maseczek.

Gdy mężczyzna dotarł do Europy, spotkał go kolejny zawód...

Po wylądowaniu w Amsterdamie, zdecydowana większość osób zdjęła maski na lotnisku. Tam nie było żadnej kontroli, nic! - opowiada.

Polska gotowa na... hulającą epidemię

Nadzieja na jakiekolwiek badania nadeszła dopiero w Warszawie. Pasażerów szybko jednak spotkało rozczarowanie.

Polecieliśmy do Warszawy, gdzie czekał na nas zespół 2-3 karetek. Samolot zatrzymał się jakby na uboczu lotniska. Wszystko wyglądało dość poważnie, po chwili oczekiwania wszedł personel medyczny - uwaga - bez masek. Cała kontrola dot. jedynie spisania naszych danych na wypadek zarażenia. Nie było żadnego badania ani mierzenia temperatury. Zebrano karty lokalizacyjne pacjenta i tyle

- opowiada mężczyzna "Onetowi".

Co gorsza, badań odmówiono powracającym z Chin nawet w szpitalu zakaźnym, do którego zgłosili się z własnej inicjatywy!

Chcieliśmy mieć pewność, że wszystko jest w porządku i nie stanowimy zagrożenia. Byliśmy w maskach. Na SOR-ze dostaliśmy informację, że najlepszym rozwiązaniem jest udanie się do domu i niepowodowanie zagrożenia zarażeniem innych w szpitalu. Dodali, że nic dla nas zrobić nie mogą. Dali nam radę, żeby zadzwonić do Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego przy ul. Wolskiej. Po wielu próbach w końcu udało się dodzwonić. Niestety, pani ze szpitala poinformowała, że oni się tam nie zajmują badaniami i nie są w stanie nam pomóc. Wysłałem do nich oficjalnego e-maila w weekend, oraz do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z pytaniem, co dalej, ale nadal nie dostałem żadnej odpowiedzi

- opisuje Polak, który uciekł z Chin przed epidemią.

Tymczasem w Polsce codziennie wydawane są nowe komunikaty - w tym przez GIS, NFZ i MZ, w których uspokaja się Polaków i zapewnia, że sytuacja jest pod kontrolą i nie ma powodów do niepokoju. Minister Łukasz Szumowski wprost stwierdził, że nic nam nie grozi. Czyżby?

Przeczytaj więcej
Komentarze