18+

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.

Copyright 2009-2019, Eurozet Sp. z o. o.

Wojewoda nabrał wody w usta

Władze o zatruciu Odry: "nie mamy sobie NIC do zarzucenia"

Wojciech Kozicki
22.08.2022  09:36
Władze o zatruciu Odry: "nie mamy sobie NIC do zarzucenia"
Władze o zatruciu Odry: "nie mamy sobie NIC do zarzucenia" Fot: NewsLubuski/East News

Kto zatruł Odrę i co trafiło do rzeki? Dlaczego ryby zdychają? Polskie władze wciąż nie znają odpowiedzi na te pytania, a do tego w żaden sposób nie czują się winne. Wojewoda dolnośląski Jarosław Obremski w programie „Graffiti” oznajmił, że nie ma sobie NIC do zarzucenia... chociaż już w lipcu wiedział o śniętych rybach!

Zatrucie Odry to wciąż pytania bez odpowiedzi. Co trafiło do rzeki? Czy zatrucie Odry jest szkodliwe dla ludzi czy można jeść ryby z rzeki? Pestycydy? Złote algi? Rtęć? Polskie służby nabrały wody w usta, a winnych raczej prędko nie poznamy. Wojewoda dolnośląski Jarosław Obremski w programie „Graffiti” oznajmił, że „pod względem merytorycznym i formalnym z ręką na sercu nie ma sobie oraz podległym mu służbom nic do zarzucenia".

Zatrucie Odry. Kto jest winny i co zatruło ryby?

Internet pełen jest oskarżeń pod adresem lokalnych władz i PiS, że ukrywały prawdę o skażeniu rzeki od lipca. Tymczasem zdaniem Obremskiego, służby i lokalne władze zareagowały bezbłędnie na zatrucie Odry. Przyznał jednak, że na odcinku Odry na Dolnym Śląsku "właściwie mieliśmy jedną bardzo trudną sytuację z końcem lipca, kiedy dostaliśmy wiadomość o masowym śnięciu ryb w okolicach Oławy". Przyznał, że nie udało się znaleźć winnego.

Pierwsze przypuszczenie mówiło o tym, że mamy czynienia z próbą zatrucia jakimś nielegalnym zrzutem z jakiegokolwiek zakładu na dolnośląskim odcinku Odry. Zostały podjęte dosyć intensywne działania. Zdziwienie było 3 sierpnia, ponieważ okazało się, że tym czynnikiem, który mógł zabijać ryby, był nadmiar tlenu. Była to sytuacja zupełnie nadzwyczajna, ale nadal szukano jakiejś firmy, która by zrzuciła dosyć dużą ilość utleniaczy. Nie udało się znaleźć sprawcy, ale wtedy zaczęły się (kolejne) rzeczy, około 9-10 sierpnia zaczęło docierać do wszystkich w Polsce, że mamy do czynienia ze zjawiskiem braku pewnej ciągłości. Że w różnych miejscach pojawiają się te same parametry rzeki – wyjaśnił wojewoda. (Polsat News)

Czy Obremski powinien znacznie wcześniej zawiadomić premiera Morawieckiego o możliwym skażeniu Odry? Twierdzi, że „na Dolnym Śląsku problem miał mniejszą skalę”, a jego wtedy nie było, więc odpowiedzialność spoczywa na jego zastępcy. Przyznał, że lokalne władze nie miały do niedawna żadnej wiedzy co naprawdę działo się w Odrze, a „dopiero 9-10 sierpnia pojawiło się jakieś zakłopotanie”. Wcześniej śnięte ryby powiązano z pomorem w okolicach Oławy.

My mamy ogląd sytuacji na Dolnym Śląsku. Podsumowując to, co się zdarzyło: śnięte ryby w tym regionie to jest pięć procent tego wszystkiego, nieszczęścia, katastrofy ekologicznej, która miała miejsce na Odrze. Nasz odbiór dotyczył części Odry i był związany z jednym uderzeniem w Oławie pod koniec lipca. Nie mieliśmy wtedy wiedzy, że może to dotyczyć szerszej skali. O tym powinien powiadomić GIOŚ i coś takiego zrobił, bo wysłał od razu informację do trzech województw. Mój WIOŚ poinformował mnie, że lokalnie mamy kłopot i na poziomie starostwa jesteśmy sobie w stanie z tym problemem poradzić, a na tę chwilę szukamy sprawcy nieszczęścia  - powiedział Jarosław Obremski. (Polsat News)