Skandal w Wydminach

Ludzie zbulwersowani tym, co pokazał. Ksiądz się tłumaczy: zwiotczałem

13.12.2019  17:49
Ludzie zbulwersowani tym, co pokazał. Ksiądz się tłumaczy: zwiotczałem
Ludzie zbulwersowani tym, co pokazał. Ksiądz się tłumaczy: zwiotczałem Fot: Shutterstock

Młody Wikary z Wydmin ma poważny problem. Parafianie grzmią: "niech go nawrócą albo wyleczą". Sam duchowny ze swojego skandalicznego występku tłumaczy się chorobą.

Takiego skandalu w Wydminach jeszcze nie było. Już kilka dni temu pisaliśmy o księdzu, który chyba pomylił imprezy, przesadził z "wódą święconą" i na pogrzeb parafianki pojechał kompletnie pijany. Teraz w sprawie pojawiły się nowe doniesienia, a wśród nich, kuriozalne tłumaczenia księdza.

"Zwiotczałem"

32-letni Piotr M. był jednym z aż sześciu duchownych, którzy mieli pożegnać niezwykle zaangażowaną, niestety zmarłą parafiankę - panią Dorotę. Na pogrzebie poza nimi pojawił się tłum bliskich i znajomych. To właśnie oni zwrócili uwagę na nieobyczajne zachowanie młodego wikarego.

Ksiądz zataczał się, nie był w stanie utrzymać na nogach. Zabrali go więc na plebanię i wezwali policję. Mundurowi mężczyznę przebadali i ogłosili zszokowanym świadkom - jest pijaniutki, ma 2,5 promila!

Sam wikary sprawę widzi zupełnie inaczej. Mimo badań alkomatem, do picia się nie przyznaje. Skąd więc promile w jego organizmie? To pewnie jakiś nietrafiony cud, wielkie oszustwo. Prawda jest bowiem taka, że nie upił się, a zwiotczał - po lekach.

Przyjechałem pod wpływem leków zwiotczających mięśnie. W samochodzie dobrze się czułem, jednak kiedy zacząłem prowadzić ceremonię, lek zaczął działać. Poczułem mrowienie w rękach

- tłumaczy pewny siebie wikary "Faktowi".

Miałem kiedyś zapalenie trzech korzeni nerwowych, pisząc pracę doktorską, dużo czasu spędzałem przy biurku i wtedy wdało się to zapalenie w odcinku C7 i C8 oraz TH. Pani neurolog przepisała mi wtedy potężne dawki leków i teraz muszę je zażywać i takie są właśnie skutki uboczne ich zażywania

- zapewnia. Ale w zapewnienia te parafianie nie wierzą. Zdarzało się ponoć bowiem, że ksiądz w podobnym zwiotczałym stanie, stawał wcześniej za ołtarzem i odprawiał mszę świętą!

Ode mnie na tacę już nie dostanie. Niech zajmie się nim biskup. Niech go nawrócą albo wyleczą

- mówi "Faktowi" jedna z oburzonych parafianek.

Przeczytaj więcej
Komentarze