18+

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.

Copyright 2009-2019, Eurozet Sp. z o. o.

skromne życie

Ubogi zakonnik kupił apartamenty za miliony. ZA GOTÓWKĘ

18.08.2022  12:59
Ksiądz z Dębna kupił apartamenty za gotówkę. Skąd wziął pieniądze?
Ksiądz z Dębna kupił apartamenty za gotówkę. Skąd wziął pieniądze? Fot: cosminbuse/shutterstock

Kolejna afera z udziałem polskiego księdza. Ubogi salezjanin wydał kilka milionów złotych na luksusowe apartamenty nad morzem. Zapłacił za nie gotówką.

Kolejny dzień, kolejna afera z udziałem polskiego księdza. Duchowni, którzy twierdzą, że żyją w służbie Bogu, a ich cnotami są miłosierdzie i stronienie od dóbr doczesnych, wybitnie lubują się w tych ostatnich. I to do tego stopnia, że obracają milionami z nie swoich kas.

Dopiero co pisaliśmy o księdzu z miejscowości Domostawie, który z konta parafii przelał sobie 2 miliony złotych. Teraz głośno jest o zakonniku, który za gotówkę kupił kilka apartamentów nad Bałtykiem.

Ksiądz kupował apartamenty za gotówkę

Ksiądz Henryk Łącki z Dębna wpadł po tym, jak jedna z mieszkanek miasta udostępniła w mediach społecznościowych zdjęcie w luksusowym apartamencie nad polskim morzem. Ciekawscy znajomi zaczęli dociekać, gdzie wyjechała i do kogo należy mieszkanie. Szybko ustalili, że to własność "ubogiego" zakonnika.

Parafianie się wściekli, wynajęli prywatnego detektywa i dzięki jego pracy odkryli, że apartament ze zdjęcia to niejedyna nieruchomość mężczyzny. Ten sam zakonnik za gotówkę kupił już cztery mieszkania. Wśród nich są apartamenty w Łebie i Kołobrzegu za kolejno milion i 1,5 miliona złotych, oraz dwa 30-metrowe mieszkanka w Łebie. Te ostatnie ksiądz kupił na spółkę z siostrą.

Ksiądz się tłumaczy

Skąd ubogi zakonnik wziął kilka milionów złotych na zakup apartamentów w Łebie i Kołobrzegu? Na pewno nie były to jego oszczędności z comiesięcznych wypłat. Co więc? Duchowny zapewnia, podobnie jak swego czasu ojciec Tadeusz Rydzyk, że pieniądze dostał w prezencie. I mądrze zainwestował.

Całą sprawę ujawniła właśnie "Gazeta Wyborcza". Po tym, jak mieszkaniami księdza zainteresowali się parafianie, a śledzeniem duchownego zajął się detektyw, w sprawę zaangażowali się też przełożeni zakonnika. Henryk Łącki miał złożyć stosowne wyjaśnienia głównemu inspektorowi prowincji pilskiej. Te się chyba nie spodobały, bo salezjanin został odwołany z funkcji proboszcza.