paranoja? horror!

Po lek 700 km dalej. Minister: pacjenci sami sobie winni

18.07.2019  17:01
Po lek 700 km dalej. Minister: pacjenci sami sobie winni
Po lek 700 km dalej. Minister: pacjenci sami sobie winni Fot: Zdjecie ilustracyjne/Marek Szandurski/East News

Sytuacja w polskich aptekach nadal jest dramatyczna. Na półkach brakuje wielu leków, a Minister Zdrowia uspokaja: panujemy nad sytuacją.

Minister Zdrowia Łukasz Szumowski zapewnia, że ogromne problemy z dostępnością leków w polskich aptekach już się kończą. Przy okazji stwierdził, że winni są sobie sami pacjenci, bo preparaty wykupują na zapas, więc innym nie starcza...

Problemy z lekami powoli się kończą - Pacjenci trochę się przestraszyli i mają do tego prawo, że tych leków może zabraknąć. Na szczęście tych leków fizycznie nie zabrakło. Część pacjentów zrealizowała większe zakupy, stąd popyt wzrósł dosyć gwałtownie - mówił w środę na konferencji prasowej.

Szumowski znalazł sposób na puste półki w aptekach. Polecił pacjentom, którzy nie mogą znaleźć potrzebnym im do życia preparatów, korzystanie ze specjalnej infolinii. W Telefonicznej Informacji Pacjenta zasiadać mają specjaliści NFZ, znający problem i listę trudno dostępnych medykamentów. Jak działają? Nie działają.

Lek jest... 700 km dalej

Żeby dodzwonić się na infolinię, trzeba uzbroić się w cierpliwość. Jeśli już wytrzymasz, możesz ogłosić połowę sukcesu. Druga połowa pojawi się, jeśli ktoś Ci jakimś cudem pomoże.

Dziennikarka "Gazety Wyborczej" postanowiła sprawdzić to na własnej skórze. I się nie udało, albo raczej udało, ale skutek był niemal zabójczy.

Gdy w końcu dodzwoniła się na infolinię, usłyszała, że owszem, lek może kupić, ale... 700 kilometrów dalej. Ze Szczecina musiałaby jechać daleko, daleko na wschód, do Lubartowa. Przy okazji miła pani po drugiej stronie słuchawki stwierdziła, że "jeśli pani chce, dam numery do aptek, ktoś może pani pomoże".

Na pytanie, czy apteka ma skąd zamówić lek (skoro ponoć w hurtowniach też go brakuje), odpowiedzi nie uzyskałam. - czytamy w szczecińskiej "Gazecie Wyborczej".

Dziennikarka o pomoc poprosiła też w jednej z aptek w rodzinnym mieście. Jak donosi na łamach gazety, farmaceuta ją wyśmiał. Bynajmniej, nie dlatego, że leku szuka, tylko że próbowała dowiedzieć się czegokolwiek z rządowej infolinii. Po chwili dał jej adresy kilku aptek, które lek posiadały... w Szczecinie.

Przeczytaj więcej
Komentarze