coś tu się nie zgadza

Diecezja i TVP: pobili księdza w Turku, profanacja! Policja: CO?

31.07.2019  18:57
Diecezja i TVP: pobili księdza w Turku, profanacja! Policja: CO?
Diecezja i TVP: pobili księdza w Turku, profanacja! Policja: CO? Fot: Shutterstock

Diecezja wrocławska poinformowała we wtorek, że w Turku doszło do napaści i pobicia księdza. Jak podaje TVP Info - za atakiem stać mają ateiści. Tymczasem policja stwierdza, że... nic takiego się nie zdarzyło

Co się stało w kościele w Turku? Wersje wydarzeń są różne. Kuria twierdzi, że grupa ludzi pobiła księdza i znieważyła krzyż, informacje te potwierdza również TVP. Tymczasem policja dziwi się tym doniesieniom.

Do ataku miało dojść 26 lipca w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa, jednak diecezja wrocławska informację o nim przekazała dopiero 30 lipca. W komunikacie na swojej stronie wskazali, że duchowny został pobity, a za niecnym czynem stoją przeciwnicy Kościoła Katolickiego.

Do biura parafialnego weszło czworo ludzi – trzy kobiety i mężczyzna, pragnący złożyć akt apostazji. Po wyjaśnieniu, że taki dokument, zgodnie z prawem, może przyjąć i podpisać jedynie ksiądz proboszcz i poinformowaniu, kiedy pełni on dyżur w kancelarii, ks. wikariusz Remigiusz Zacharek został zaatakowany przez mężczyznę, który chwycił jedną ręką stojący na regale krzyż, a drugą zrzucił prezbitera z fotela na podłogę. Wszyscy atakujący używali przy tym wulgarnych określeń nie tylko pod adresem kapłana, ale także Kościoła - czytamy w komunikacie.

Jak podaje TVP, ksiądz w żaden sposób nie ucierpiał, a policja nie prowadzi postępowania. Czemu? Bo "duchowny nie chciał złożyć doniesienia".

Ksiądz nie chciał składać zawiadomienia w tej sprawie, a funkcjonariusze nie mają informacji o szczegółach ataku opisywanych na stronie diecezji - czytamy na stronie TVP Info.

Policja: oni tylko rozmawiali

TVP upiera się, że w Polsce nasilają się ataki na księży i kolejny duchowny został pobity przez przeciwników Kościoła. Co o tym wszystkim mówi policja? Oni sprawę przedstawiają zgoła inaczej. Twierdzą, że żadnej napaści nie było. Nikt się z nikim nawet nie kłócił, nikt nikogo nie popchnął. Wywiązała się jedynie nieuprzejma wymiana zdań.

Interwencja, do której policjantów wezwał ksiądz wikariusz, spowodowana była przyjściem trzech osób - kobiety, jej syna i synowej. Ci ludzie przyszli na plebanię złożyć akt apostazji, jednakże wikariusz zgodnie z przepisami prawa kanonicznego odesłał tych państwa do księdza proboszcza, który miał być obecny o godzinie 16 - powiedziała gazeta.pl st. asp. Dorota Grzelka.

Co więcej, nawet "zaatakowany" ksiądz nie czuje się pokrzywdzony - stwierdzić miał, że nikt na niego nie napadł.

W odczuciu księdza nie została naruszona jego nietykalność, nie doszło do znieważenia księdza, ani do przestępstwa związanego z naruszeniem odczuć religijnych czy ataku na kościół - mówi Grzelka. - Zachowywali się arogancko ("atakujący" - red.), mówili podniesionym głosem i nie chcieli opuścić budynku. Nie doszło do żadnych rękoczynów - dodaje.

Co z krzyżem, który rzekomo został zbezczeszczony? Mężczyzna, który przyszedł na plebanię, "zdjął go ze ściany i pokazał księdzu, trzymając blisko jego głowy".

Ani kuria, ani sam "zaatakowany" ksiądz sprawy komentować nie chcą. Twierdzą, że wszystko zostało już powiedziane i odsyłają do opublikowanego we wtorek komunikatu. Tymczasem "napastnicy" ponownie zawitali w kancelarii parafialnej i złożyli dokumenty potrzebne do dokonania aktu apostazji - tym razem na ręce proboszcza. 

Przeczytaj więcej
Komentarze