Chciał pieniędzy od Sekielskiego

Miał pomagać ofiarom księży, wyłudzał pieniądze. Mówił "tylko nie mów nikomu"

30.05.2019  10:52
Marek Lisiński
Marek Lisiński Fot: Nie Lękajcie Się/Facebook

Marek Lisiński - szef fundacji "Nie lękajcie się" pomagającej ofiarom księży pedofilów, podał się do dymisji. Okazało się, że mężczyzna wyłudził pieniądze od podopiecznej, żądał ich też od Sekielskiego.

26-letnia Katarzyna w dzieciństwie, przez 13 lat była więziona i gwałcona przez księdza pedofila. Po latach udało jej się wywalczyć dla siebie sprawiedliwość i wygrała proces sądowy w tej sprawie, a Towarzystwo Chrystusowe miało wypłacić jej milion złotych zadośćuczynienia.

Kobieta przez lata pozostawała pod opieką fundacji "Nie lękajcie się". To organizacja pomagająca takim jak ona - skrzywdzonym przez pedofilów w sutannach, walczących o sprawiedliwość i godność ludzi. Tyle tylko, że i tu spotkała ją krzywda.

Lisicki do ofiary księdza: Tylko nie mów nikomu

Wszystko za sprawą jednego z szefów fundacji - Marka Lisińskiego. Mężczyzna postanowił bowiem wykorzystać Katarzynę finansowo. Niedługo po wpłynięciu na jej konto miliona złotych, dostała wiadomość z prośbą o pożyczkę.

Hej Mała, nie wiem jak mam to napisać, przychodzi mi to z wielkim trudem i nie chcę, żebyś pomyślała, że chcę Cię w jakiś sposób wykorzystać, a również nie chcę nadużywać naszej przyjaźni. Trudno, walę prosto z mostu, bo tak chyba najlepiej. Prawda?
Od kilku miesięcy leczę się na raka trzustki i pojawiła się szansa na nowatorską operację metodą NanoKnife. Jest bardzo droga. Zebrałem już większą połowę, brakuje mi 30 tysięcy. Nie chcę ogłaszać żadnych zbiórek i tego typu rzeczy, bo ogarniam jakoś sam ten problem. O tej operacji wiedzą tylko moi synowie, przyjaciel no i teraz Ty. Stąd moja prośba: Czy byłabyś w stanie pożyczyć mi na rok 30 tysięcy? Oczywiście na umowę z gwarancją oddania. Zrozumiem też, jeśli powiesz, że nie. Nie chcę też, żeby ta sytuacja wpłynęła gdzieś na nasze relacje. Pozdrawiam Cię serdecznie i dobrego dnia

- napisał Lisiński.

Pani Katarzyna oczywiście zgodziła się na pożyczkę. Podpisała z Lisickim umowę na 20 tysięcy złotych, 10 dała mu w prezencie.

Nie mogłam spać, jak mi o tym napisał. Człowiek, który tyle dla nas, ofiar, zrobił, któremu tak ufałam, śmiertelnie chory? - tłumaczy kobieta.

Pieniądze Lisińskiemu pani Katarzyna wręczyła osobiście. Wtedy usłyszała znamienne słowa. Nie było to znane "tylko nie mów nikomu", ale wydźwięk był identyczny.

Niech to zostanie między nami. Mogłoby to zaszkodzić mojej reputacji - powiedział.

O tym, że nie jest to pożyczka, a wyłudzenie, pani Katarzyna dowiedziała się po kilku miesiącach, a całą sprawę opisuje teraz "Gazeta Wyborcza".

Lisiński do dymisji

Pani Katarzyna nabrała podejrzeń, gdy zaledwie kilka dni po rzekomej operacji Lisiński występował przed kamerami - w zadziwiająco dobrej formie fizycznej. Poprosiła go wtedy o skany dokumentacji medycznej. Wysłał jej zdjęcia fragmentów ciała

Taki zabieg miałem robiony i to dzięki temu mogłem szybko wrócić do czynnego życia. Tak wygląda teraz moje ciało. Mam plamy i zmiany na ciele. To są blizny. Nadal chcesz dokumentacji? - napisał.

Dziennikarki "Gazety Wyborczej" próbowały sprawdzić wersję Lisińskiego i poprosiły go o dowody. Udzielenia jakichkolwiek informacji odmówił, po czym zaczął unikać kontaktu i zlikwidował swój profil na Facebooku.

To jednak nie koniec. Szef "Nie lękajcie się" miał być jednym z bohaterów głośnego filmu braci Sekielskich "Tylko nie mów nikomu". W produkcji się nie pojawił, bo od twórców zażądał 50 tysięcy złotych.

Podczas pierwszego nagrania bardzo oszczędnie mówił o tym, co go spotkało, tłumaczył, że jeszcze na to za wcześnie. Dlatego zależało mi na tym, aby jeszcze raz usiadł przed kamerą. Przekładał terminy, aż w końcu zażądał tych 50 tysięcy złotych. Nie mogliśmy się na to zgodzić, żadna z ofiar nie chciała od nas pieniędzy - mówi Wyborczej Tomasz Sekielski.

Po nagłośnieniu sprawy Lisiński podał się do dymisji.

Niestety swoim zachowaniem zawiodłem zaufanie samych ofiar duchownych, które zwróciły się do mnie po pomoc, jak i osób działających w Zarządzie i Radzie Fundacji, które nie wiedziały o moich działaniach (...). Bardzo proszę o niełączenie moich działań z działalnością Fundacji Nie Lękajcie Się. Wszystko co robiłem, robiłem tylko i wyłącznie we własnym imieniu - napisał w oświadczeniu.

Przeczytaj więcej
Komentarze