"rzetelna" edukacja seksualna

Absurd w szkole. Nauczyciele zasłonili narządy płciowe w książkach

Emilia Waszczuk
21.06.2019  10:57
Cenzura po polsku. dzieci dostały encyklopedie z zaklejonymi obrazkami
Cenzura po polsku. dzieci dostały encyklopedie z zaklejonymi obrazkami Fot: Wikipedia/Flickr

W jednej z warszawskich szkół dzieci dostały na zakończenie roku szkolnego encyklopedie. Wspaniały z pozoru prezent pokazał kuriozum systemu edukacji i to, jak cofamy się w czasie - nauczyciele pozaklejali obrazki z narządami płciowymi ludzi.

Cenzura czy może raczej głupota? Trudno powiedzieć, wiadomo jednak, że sytuacja jest kuriozalna, a to, co zrobili nauczyciele w jednej z warszawskich szkół, to już paranoja.

W ostatnią środę w całej Polsce skończył się rok szkolny. Część dzieci dostała z tej okazji tradycyjne nagrody - książki. W jednej z warszawskich placówek były to encyklopedie.

W dobie internetu i coraz rzadszego sięgania po tradycyjne podręczniki czy encyklopedie, prezent wydawał się strzałem w dziesiątkę. Jednocześnie - również w dobie internetu i powszechnym dostępie nie tylko do wiedzy z zakresu seksualności człowieka, ale nawet pornografii (tak, dzieci mają do niej dostęp i wcale nie muszą dużo szukać) prezent okazał się strzałem w kolano i świadectwem zaściankowości.

Seksu nie widać, to go nie ma

Co bowiem znalazła mama jednego z uczniów na stronie wyjaśniającej "skąd się biorą dzieci", albo po prostu czym jest seks? Obrazek zaklejony żółta karteczką. Byleby tylko dziecko nie zobaczyło penisa, pochwy i schematu (!) kopulacji.

Fakt, że dzieci, nawet te, które skończyły dopiero trzecią klasę podstawówki, na co dzień, wszędzie - w prasie, w telewizji czy w internecie - spotykają się z seksem, nie przeszkodził w cenzurowaniu edukacyjnego rysunku. Niektórzy (i zdaje się, że jest ich coraz więcej) wychodzą z założenia, że jak czegoś nie widać, to tego nie ma. A więc jeśli dzieci z książki nie nauczą się, czym jest seks i jak wygląda tradycyjny stosunek seksualny, to seksu nie będą uprawiać. Pal licho rzetelną edukację.

giphy

Mama trzecioklasisty z Warszawy zdjęciem zaklejonego obrazka podzieliła się na Facebooku. Zrobiła też zdjęcie po próbie "odcenzurowania" encyklopedii. Ta prawie się udała - prawie, bo po kleju został ślad.

Gdzie w tym wszystkim głosy autorytetów, którzy apelują o edukację seksualną w szkołach? Dlaczego tworzymy tematy tabu, a później oburzamy się na skutki takiego działania? Przykro mi, że w naszym kraju edukację, nie tylko seksualną, traktuje się po macoszemu i zwyczajnie nie chcę, aby moje dzieci żyły w takiej rzeczywistości. Ale to już kolejny temat do dyskusji - pisze oburzona pani Anita.

A my zastanawiamy się tylko - czemu, śladem czasów słusznie minionych po 1989 roku, szkoła nie posiliła się o użycie nożyczek? 

Ps. Zdjęcie artykułu ocenzurowaliśmy specjalnie, idąc tropem warszawskiej szkoły. Bo jak penisa i sutków na nim nie widać, to znaczy, że ich tam nie ma.

Przeczytaj więcej
Komentarze