Oceń
Ekatarina Didenko zorganizowała imprezę urodzinową, na której - w wyniku niebezpiecznej zabawy - zginęły trzy osoby. Teraz tłumaczy, że jest niewinna.
Ta historia zszokowała cały świat. Pod koniec lutego 29-letnia gwiazdka rosyjskiego Instagrama wyprawiła zabójcze urodziny. W czasie zabawy jej goście wsypali do basenu suchy lód. Katia - choć z wykształcenia farmaceutka - nie przewidziała, że zajdzie niebezpieczna reakcja chemiczna. Wytworzył się dwutlenek węgla. Na przyjęciu zmarły trzy osoby, w tym mąż kobiety.
Blogerka przeżywa teraz podwójny dramat. Nie dość, że straciła ukochanego i znajomych, to jeszcze wylał się na nią paskudny hejt. Dziewczyna nie rozumie dlaczego. Na swoim Instagramie opublikowała płaczliwe "story".
Boli mnie, strasznie mnie boli. Nie mogę pojąć, jak inni ludzie, tacy, którzy mnie znają i tacy, którzy nie znają, mogą pisać mi takie brudy, obelgi w kierunku moim, mojej rodziny. No jak?
- płacze.
Kobieta nie poczuwa się do winy. Zapewnia, że nie oskarża jej o nic ani rodzina męża, ani ich dwoje dzieci, ani przyjaciele. Bliskich zmarłego zapewnia jednak, że rozumie ich stratę.
Składam kondolencje jego krewnym i bliskim męża, to strasznie ciężkie stracić bliską, kochaną osobę - mówi.
To, co zaszło, to tragedia. Muszę być silna, muszę wrócić do życia, bo mam dwoje dzieci. Muszę żyć dla nich - tłumaczy.
W swoim story rosyjska celebrytka, która chwile tuż przed śmiercią trójki ludzi sfilmowała i opublikowała w sieci, tłumaczy fanom, że wcale nie zabiła męża. Zapewnia za to, że byli wspaniałą parą i bardzo się kochali. Ba, on nigdy jej nawet nie uderzył!
Przeżyliśmy ze sobą ponad 10 lat, prawie 11. Byliśmy przyjaciółmi, żyliśmy w pokoju. Nie kłóciliśmy się, oczywiście, czasem trochę się sprzeczaliśmy i tyle. On mnie nigdy nie bił - mówi. - Nie wiem, dlaczego to wszystko się stało. Strasznie, strasznie mi żal.
Oceń artykuł
Tu się dzieje
