18+

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.

Copyright 2009-2019, Eurozet Sp. z o. o.

"To była wieczność"

Wstrząsająca relacja rannej w katastrofie autokaru w Chorwacji

08.08.2022  09:57
Relacja rannej w wypadku autokaru w Chorwacji
Relacja rannej w wypadku autokaru w Chorwacji Fot: Gorodenkoff/Shutterstock

Wypadek autokaru polskich pielgrzymów w Chorwacji totalnie wstrząsnął naszym światem. Ta tragedia nie mieści się w głowach, a relacje świadków zdarzenia i rannych w katastrofie tylko dodają wszystkiemu grozy.

Wypadek w Chorwacji wstrząsnął światem. Na miejscu zdarzenia, gdzie znajdował się rozbity autokar z polskimi pielgrzymami można było obserwować sceny jak z prawdziwego horroru. 

Przód autokaru został niemal całkowicie zniszczona, a pasażerowie z tylnych siedzeń mogą mówić o niewymownym szczęściu - w tamtej części autokar uchronił się przed najgorszymi skutkami wypadku. Niestety, tak czy siak wśród poszkodowanych jest wiele ofiar śmiertelnych, ciężko rannych i rannych. Teraz z Chorwacji płyną pierwsze relacje osób ocalonych. Słucha się tego z ciężkim sercem.

Relacja rannej w wypadku autokaru w Chorwacji

Do tego mrożącego krew w żyłach wypadku doszło w sobotę, 6 sierpnia, ok. godz. 5:40 na autostradzie A4 w pobliżu Zagrzebia. Bilans ofiar jest wstrząsający - 12 osób zginęło, a 32 zostały ranne. Stan 19 poszkodowanych jest określany jako ciężki. Reporterzy "Super Expressu" dotarli do rannych w Zagrzebiu, udało im się porozmawiać m.in. z poszkodowaną w wypadku panią Beatą.

Pamiętam niewiele, bo było ciemno, była noc. To wszystko działo się szybko. Nie spałam, ale miałam zamknięte oczy. Wielki huk, później byłam przygnieciona dwoma siedzeniami. Byłam przytomna, nie straciłam przytomności. Cały czas byłam świadoma. Widziałam malutko miejsca, wszystko było przewrócone, więc obraz trochę się rozmywał. Czekaliśmy aż nas rozetną, bo byliśmy zakleszczeni

- mówi pani Beata ze szpitala w Zagrzebiu w rozmowie z Mateuszem Nadworskim, reporterem "Super Expressu".

"Dla nas to wieczność, ale podobno krótko - po 13 minutach przyjechali, ale ja miałam wrażenie, że to trwało dłużej. Jestem w szoku, nic mi się nie stało, nie jestem połamana, mam tylko złamaną łopatkę i trochę stłuczoną nogę. Siedziałam w drugiej części, po prawej stronie, za drugimi drzwiami" - mówi kobieta pytana o to, jak długo czekali na pomoc służb. 

Pozostaje mieć nadzieję, że ranni wrócą do siebie. Rodzinom tragicznie zmarłych niezmiennie przesyłamy wyrazy współczucia.