Oceń
Jeśli Zakopane, Tatry i popularne szlaki to oczywiście Morskie Oko. Okazuje się jednak, że droga do Morskiego Oka jest dla koni szlakiem cierpienia. Zaalarmowano TPN, że widziano krew koni na drodze nad Morskie Oko.
Zakopane przeżywa kryzys, a na ferie w Zakopanem zapowiadane są pustki w Tatrach. Co gorsza, stolica Tatr może zostać zdruzgotana przez kryzys wizerunkowy. Co dzieje się z końmi na drodze do Morskiego Oka? Konie z Morskiego Oka cierpią cały rok i tak było też w Sylwestra - alarmuje Fundacja Viva!
Krew na drodze do Morskiego Oka. "Konie trafiają do rzeźni"
Szlak prowadzący do Morskiego Oka to jedna z najczęściej uczęszczanych tras w całych Tatrach. Wiele osób jednak nie chce iść do schroniska pieszo. Fundacja Viva! bije na alarm, że w Sylwestra droga do Morskiego Oka splamiona była krwią… dosłownie!
Zaapelowano do Tatrzańskiego Parku Narodowego o wyjaśnienie sytuacji i zabezpieczenie nagrań z monitoringu (który czasem nagle przestaje działać). Fundacja nie liczy jednak że TPN rozwiążę wreszcie problem koni znad Morskiego Oka, bo ma nich zarabiać nawet milion złotych rocznie.
Ile idzie się do Morskiego Oka? Długość trasy
Ile idzie się nad Morskie Oko? Trasa nie jest trudna. Chociaż długość trasy nad Morskie Oko to niespełna 8 kilometrów, przejście zajmie nam około 2:30h (powrót 2:10h).
Konie na drodze do Morskiego Oka. Ranne zwierzęta wożą ludzi do schroniska?
Według Fundacji Viva! w sylwestra na drodze do Morskiego Oka widoczna była krew jednego z koni, który ciągnął tego dnia wóz pełen turystów. Chociaż prawie 70 proc. Polek i Polaków opowiada się za likwidacją tej formy transportu do Morskiego Oka, nadal tłumy ludzi chcą pokonać drogę do Morskiego Oka kosztem zwierząt.
Wskutek poluzowania się podkowy doszło do zranienia zwierzaka. W czasie jazdy fiakier nie zauważył żadnych niepokojących oznak u konia. Zwierzę nie kulało, a mężczyzna ze swojego miejsca nie widział śladów krwi. Dopiero po zakończeniu kursu na placu manewrowym na Palenicy Białczańskiej dostrzegł ranę zwierzęcia- ujawnia Wirtualna Polska.
Działaczka na rzecz koni bije na alarm, że furmani „wielokrotnie ignorowali kulawiznę zwierząt”. Zdaniem świadków, w Sylwestra „wszystkie konie tego dnia wyglądały tak, jakby zaraz miały się przewrócić”.
Według Anny Plaszczyk z Fundacji Viva! któreś ze zwierząt zraniło nogę. Problem według działaczki jest jednak dużo większy i trwa od kilkunastu lat. Jesienią organizacja ujawniła, że 64 proc. koni, które pracowały na trasie w latach 2012 - 2022 w Tatrach nie żyje. 433 konie zostały zabite w rzeźniach na mięso. 24 zwierzęta zmarły, a ich zwłoki zostały poddane utylizacji. Konie pracowały na trasie średnio 36 miesięcy. Tak szybka eksploatacja zwierząt, zdaniem aktywistów Vivy! wynika z przeciążenia. Konie ciągną wozy za ciężkie o około tonę.
- pisze Zielona Interia.
Konie jadące do Morskiego Oka niedawno miały być wspomagane silnikiem elektrycznym, by zredukować wysiłek podczas jazdy pod górę. Jak jednak podaje PAP, prototyp silnika z akumulatorami żelowymi zawiódł. Okazało się również, że baterie wraz z niezbędnym systemem przekładni sprawiają, że hybrydowy wóz jest cięższy od tradycyjnego o ok. 500 kg i dłuższy.
źródło: Wirtualna Polska, Planeta.pl, Interia, Fundacja Viva!
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca. Bądź na bieżąco! Polub naszą stronę na Facebooku
Oceń artykuł
