Oceń
Nowa Zelandia walczy z plagą przerażających wijów. To nie scenariusz horroru klasy B, a rzeczywistość. Z Europy do Nowej Zelandii dotarły krocionogi portugalskie. Są dosłownie wszędzie i nie da się ich wytępić. „Wchodzą do domów, kryją się w butach, włażą w nocy na twarz”.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak wije portugalskie przedostały się do Nowej Zelandii.
- Dlaczego wije portugalskie stanowią problem w Nowej Zelandii.
- Co wyróżnia wije portugalskie jako gatunek inwazyjny.
- Które cechy umożliwiają wijom przetrwanie w trudnych warunkach.
Plaga wijów w Nowej Zelandii. Wchodzą do domów
Nowa Zelandia kontra straszne wije. Kolejny inwazyjny gatunek dotarł do kraju, gdzie kręcono Władcę Pierścieni, niszcząc lokalne ekosystemy. Tym razem problemem są pochodzące z Europy krocionogi, które jakimś cudem przedostały się nawet przez Cieśninę Cooke'a. Wije portugalskie (Portuguese millipedes, Ommatoiulus moreletii), chociaż nie należą do największych wijów na świecie (2-5 cm), to i tak budzą przerażenie.
Coraz częściej wchodzą do domów i takiego wija można np. znaleźć w ubraniach, torbach lub w bucie. Są wszędzie i to w takiej ilości, że niektórzy wynoszą je workami. The Guardian pisze, że niektórzy budzą się rano z wijami na twarzy!
Wije portugalskie, plaga krocionogów
Wije portugalskie nie są drapieżnikami i nie stanowią zagrożenia dla człowieka. Ich dieta to głównie gnijące i próchniejący materiał roślinny. W Portugalii i Hiszpanii, także w Polsce, to wije pożyteczne, bo przerabiają materię organiczną. W Nowej Zelandii są jednak gatunkiem inwazyjnym i destrukcyjnym.
Są wszędzie jak w horrorze. Wszystko obłażą, zakładają gniazda w domach- czytamy w The Guardian.
Czy wije są jadowite?
Wiele wijów, m.in. gigantyczne skolopendry, jest jadowitych, a ich jad to groźna trucizna. Spokojnie, wije portugalskie nie są jadowite. Jak jednak ostrzega The Guardian, gdy się je rozgniecie, wydzielają żółtą substancję o wyjątkowo odstręczającym zapachu.
Niezniszczalne wije jak z horroru
Wij portugalski opanował Australię, Tasmanię i rozplenił się po Nowej Zelandii. To wyjątkowy twardziel. Gdy mierzy się z trudnymi warunkami, przetrwa zwijając się w kulkę i zapadając w charakterystyczne odrętwienie. Podczas gdy w Europie, ich populacja jest redukowana m.in. przez jeże i niektóre gatunki chrząszczy, w Nowej Zelandii nie mają takich naturalnych wrogów i rozmnażają się na potęgę, zakładając kolejne gniazda. Co gorsza, wciąż nie wpisano ich oficjalnie na listę gatunków inwazyjnych do pilnego zwalczenia, co utrudnia walkę z plagą.
Nowa Zelandia zwalcza gatunki inwazyjne
Nowa Zelandia wypowiedziała wojnę szkodnikom. Opracowano program "Predator Free 2050", by wyeliminować gatunki inwazyjne. Zamierza w ten sposób chronić np. endemiczne gatunki ptaków, których z powodu inwazyjnych gatunków ginie nawet 25 milionów rocznie. Stopniowo zastępują je takie ptaki jak wielki chruściel takahe, weka, kea i kaka. Władze nie chcą, by lokalne gatunki wyginęły jak kiwi i papuga kakapo.
Nowa Zelandia w pierwszej kolejności wytępi wszystkie szczury, oposy, gronostaje, łasice, fretki, tchórze, dzikie koty, jeże i południowoamerykańskie torbacze. Wyjaśniono, że eksterminacja tych zwierząt jest konieczna, by powstrzymać zniszczenia lokalnej fauny i flory. Co ważne, mają zniknąć dosłownie całkowicie. Zarządzone zostało „wyeliminowanie do zera”. Nie ma mowy o zachowaniu ich populacji choćby w ograniczonym zakresie.
Źródło: The Guardian / Wikipedia / Department of Conservation / Predator Free 2050 / IUCN / Radio ZET
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca. Bądź na bieżąco! Polub naszą stronę na Facebooku
Oceń artykuł
