Oceń
Szerszenie azjatyckie w Polsce – to nie scenariusz horroru, a wkrótce nasza codzienna rzeczywistość. Groźne owady są już w Niemczech blisko polskiej granicy. Lada moment czeka nas plaga azjatyckich szerszeni? Tak, ALE...
Szerszenie azjatyckie dotarły do Niemiec i się tam zadomowiły. Rozpoczęły już anihilację niemieckiej populacji pszczół miodnych. Biolodzy ostrzegają, że wkrótce także pszczoły w Polsce, oraz wiele innych owadów, mogą zostać wymordowane przez plagę szerszeni azjatyckich.
Plaga szerszeni azjatyckich. "Pszczoły nie mają szans"
Szerszenie azjatyckie w Niemczech to już istna plaga. Jak podał Benjamin Waldmann, referent ds. gatunków inwazyjnych w ministerstwie ochrony środowiska, w samej tylko Badenii-Wirtembergii w 2023 roku odnotowano 550 przypadków gniazd. To oznacza 20-krotny wzrost w porównaniu z rokiem 2022. W Nadrenii-Palatynacie usunięto ponad 400 gniazd szerszeni azjatyckich. Urząd Ochrony Przyrody nie ukrywa, że zabójcze owady rozprzestrzeniają się w kolejnych landach. Co gorsza, łagodne zimy i brak przymrozków sprzyjają ich rozmnażaniu.
Zjawisko to dotyka już takie regiony jak Kraj Saary, Badenia-Wirtembergia, Nadrenia-Palatynat i Nadrenia Północna-Westfalia, ale także Dolna Saksonia, Bawaria, Hesja i Hamburg. Federalny Urząd Ochrony Przyrody (BfN) przewiduje dalsze rozprzestrzenianie się szerszeni azjatyckich na inne obszary kraju- informuje Onet.
Szerszeń azjatyckich zjada pszczoły i niszczy rolnictwo
Szerszeń azjatycki zjada m.in. chrząszcze, muchy oraz pszczoły – miodne i dzikie. Kolonia szerszeni azjatyckich potrafi zjeść nawet 11 kilogramów pszczół rocznie. Jak dodaje Wirtualna Polska, szerszeń azjatycki ma w zwyczaju niszczyć także owoce. Szerszenie azjatyckie sieją spustoszenie na południu Europy, głównie w Portugalii, niszcząc tam uprawy winorośli. W Niemczech mówi się już o „zagrożeniu dla całego rolnictwa”.
Niemiecki Związek Pszczelarzy ostrzegł na początku marca przed potencjalnymi zagrożeniami nie tylko dla pszczelarstwa, ale także dla rolnictwa. Wskazał przy tym na badania dotyczące szkód w sadownictwie i uprawie winorośli w Galicji i Portugalii- ostrzega Deutsche Welle.
Skąd się wzięły szerszenie azjatyckie w Europie?
Szerszenie azjatyckie rozpleniły się w Europie 20 lat temu. Prawdopodobnie przybyły do Francji wraz z transportem chińskiej porcelany. Co ciekawe, jak pisze Focus.pl, ekspansja tego gatunku w Europie była prawdopodobnie wynikiem tylko jednej “zbłąkanej” osy. Obecnie jest to już plaga nie do zatrzymania. Szerszenie azjatyckie rocznie poszerzają swój zasięg o ok. 100 kilometrów. Zdaniem ekspertów, populacji tych szerszeni nie da się już całkowicie wyeliminować, a jedynie zredukować.
Obecnie jednak brakuje danych na temat interakcji między azjatyckimi szerszeniami a rodzimymi, chronionymi europejskimi szerszeniami, ani o wpływie polowania na inne owady na ekosystem, co mocno martwi ekologów.- informuje Wirtualna Polska.
Szerszenie azjatyckie w Polsce
Eksperci mają nadzieję, że nasze rodzime szerszenie (Vespa crabo), których populacja jest silna, podejmą walkę z azjatyckimi krewniakami. To starcie jest nieuniknione. Dr Piotr Tykarski z wydziału biologii Uniwersytetu Warszawskiego w rozmowie z Dziennik.pl wyjaśnił, że to tylko kwestia czasu, gdy szerszenie azjatyckie dotrą do Polski np. wraz z transportem towarów z Niemiec. Uspokoił jednak, że na Starym Kontynencie rozprzestrzenia się Vespa velutina nigrithorax, a więc mniej groźna odmiana szerszenia azjatyckiego. Atakuje ludzi znacznie rzadziej niż najagresywniejsze odmiany. Co więcej, ich ukąszenia nie są bardziej niebezpieczne niż ukąszenia os.
Najbardziej niesławnym szerszeniem azjatyckim jest Vespa mandarinia, który charakteryzuje się ogromną agresją. Jego jad zawiera silną neurotoksynę, może niszczyć czerwone krwinki człowieka i spowodować niewydolność nerek kończącą się zgonem. Obecnie nie ma ryzyka przybycia szerszenia Vespa mandarinia na kontynent europejski. Jego populacja rośnie jednak w USA, więc w przyszłości vespa mandarinia może przybyć na Stary Kontynent.
Jeśli chodzi o zagrożenie dla człowieka, to paniki bym nie siał. Także dlatego, że kiedy co roku wyjeżdżam ze studentami na badania, a mamy wokół siebie szerszenie, to nikomu się dotąd krzywda nie stała. Nie niepokojone, nie dawały się we znaki. Ale zagrożenie dla przyrody i pszczelarstwa to zupełnie inna sprawa
– stwierdził Dr Piotr Tykarski (Dziennik.pl)
źródło: Planeta.pl, Radio ZET, Państwowy Instytut Weterynaryjny, Stan Wiedzy, Wirtualna Polska, Business Insider, Deutsche Welle
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca. Bądź na bieżąco! Polub naszą stronę na Facebooku
Oceń artykuł
