18+

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.

Copyright 2009-2019, Eurozet Sp. z o. o.

Dramat na pustyni Gobi

Polski podróżnik walczy o życie. "To koniec, jestem w pułapce"

04.03.2025  14:44
Mateusz Waligóra walczy o życie na pustyni Gobi
fot. Tony Waltham/robertharding/East News, Instagram/mateusz_waligora_explorer

Mateusz Waligóra to słynny polski podróżnik specjalizujący się w ekstremalnych wyprawach. Podróż rowerem przez pustynię Gobi zamieniła się w dramatyczną walkę o życie. 13. dnia poinformował w mediach społecznościowych, że utknął, „jest w pułapce”, rower zawodzi, a zapasy wody się kończą.

Polski podróżnik walczy o życie. Mateusz Waligóra: "Utknąłem, jestem w pułapce"

Mateusz Waligóra już raz pokonał pustynię Gobi. W 2018 r. został pierwszym człowiekiem, który przeszedł samotnie i bez wsparcia z zewnątrz mongolską część tej pustyni. Teraz pustynia Gobi bierze odwet i brutalnie pokonuje polskiego podróżnika. Przypominamy, że nasz rodak postanowił przejechać ją zimą na rowerze w ramach ekspedycji Asekol Gobi Winter Expedition. Celem jest dotarcie z Altai do Sajnszand. To mordercza trasa licząca 1400 kilometrów. Sytuacja stała się dramatyczna, pojawiają się kolejne problemy.

Mateusz Waligóra i wyprawa przez pustynię Gobi
Mateusz Waligóra i wyprawa przez pustynię Gobi Fot: Instagram/mateusz_waligora_explorer

Mateusz Waligóra na Instagramie przekazał wiadomość, że „wydarzyła się najgorsza możliwa rzecz na pustyni – odwilż, czyli anomalia”. Temperatura utrzymywała się w okolicach 0 st., a lepka glina spod płatów mokrego śniegu oblepiła cały napęd roweru. "Dalsza jazda stała się niemożliwa".

Koła przestały się kręcić. Łańcuch oblepiony był tak grubą warstwą, że nie dało się odróżnić poszczególnych ogniw. Nigdy czegoś takiego nie widziałem— relacjonuje Waligóra na Instagramie.

Mateusz Waligóra walczy z pustynią Gobi. Dramatyczne chwile

Polski podróżnik oznajmił, że „jest w pułapce”, 130 kilometrów od najbliższej osady. Jak podaje Przegląd Sportowy, Polak ma wykupiony najbardziej ekstremalny wariant ubezpieczenia, który pozwala na ewakuację z pomocą służb ratunkowych. Podróżnik na Instagramie powiadomił jednak, że jest w miejscu „z którego nie mam drogi ewakuacji”.

Załamałem się, gdy zdałem sobie sprawę, że jestem w pułapce. Co mogę zrobić — skrobanie palcami i patykiem nie przynosiło poprawy. Płakałem i kląłem. Życie pokazało mi dziś, że łzy i "kur*y" się nie wykluczają. Jedyną szansę daje mi śnieg. Znalazłem taki o konsystencji cukru i nagimi dłońmi zacząłem wcierać go w łańcuch, przerzutki i napęd. Rower się poruszał, ale tylko, kiedy go pchałem. Po 2 godzinach glina nieco wyschła i udało się ją wykruszać. Dwa razy zdejmowałem korbę, aby kasować luzy na łożyskach supportu. Wtedy odkryłem prawdę: łożyska się rozpadają, a ja nic nie mogę z tym zrobić. To koniec - przekazał Mateusz Waligóra.

Jak przypominał Przegląd Sportowy 27 lutego, najtrudniejszy etap wyprawy Waligóry wymagał przetrwania 5 dni bez dostępu do bieżącej wody. Mateusz musiał też zostawić część zapasów żywności ("wielkiej rezerwy nie ma. Ani wody, ani żywności"), bo po prostu nie miał siły ich dalej dźwigać. Mówił o ograniczeniu dziennych racji kalorycznych, a przecież przed rozpoczęciem wyprawy w rozmowie z TVP Sport wspominał, że podczas takiej wyprawy organizm będzie potrzebował potężnej dawki kalorii.

Mateusz Waligóra
Mateusz Waligóra Fot: Agnieszka Sniezko/East News

Do tego Waligóra zmaga się z ekstremalnym wiatrem, który wielokrotnie przewrócił jego i obciążony rower. Temperatura spada nawet do -30 stopni Celsjusza. Udało mu się m.in. pokonać przełęcz na wysokości 2800 m. Wysiłek jest ekstremalny, odczuwa silne skurcze z wyczerpania od pchania roweru, a do tego grożą mu odmrożenia.

Przekładałem komunikator inreach z dłoni do dłoni, zastanawiając się, czy to już czas na wezwanie pomocy guzikiem SOS. Nigdy nie byłem ewakuowany, zawsze udawało mi się wrócić o własnych siłach. Myślę, że to fair. Postanowiłem jechać dopóki kręci się korba. Z jazdą ma to niewiele wspólnego. Jeśli korba przestanie się kręcić albo skończy się zapas wody, wezwę pomoc. Do najbliższej osady mam ok. 140 km. Dziś przejechałem i przepchałem 44. Dałem z siebie absolutnie wszystko, docierając do granic mojej wytrzymałości. Jeśli Gobi będzie oczekiwać choć odrobinę więcej, to nie dam rady. Przykro mi. Muszę się jakoś z tego wydostać - Mateusz Waligóra relacjonuje dramatyczną walką z pustynią Gobi.
Mateusz Waligóra na rowerze kontra pustynia Gobi
Mateusz Waligóra na rowerze kontra pustynia Gobi Fot: Instagram/mateusz_waligora_explorer

12. dnia wyprawy Mateusz Waligóra stracił część zęba i musiał samodzielnie go spiłować. Musiał nadłożyć 8 kilometrów, bo ścieżki się rozmyły i pojawiły się problemy z nawigacją. Relacjonował również, że się bał, a "prace obozowe w niskiej temperaturze i silnym wietrze zabierają spory zapas czasu".

Mateusz Waligóra to specjalista od ekstremalnych wypraw. Pokonał rowerem m.in. trawers Andów. Ma na koncie samotny rowerowy przejazd najtrudniejszą drogą wytyczoną na Ziemi – Canning Stock Route w Australii Zachodniej oraz samotny pieszy trawers największej solnej pustyni świata – Salar de Uyuni w Boliwii. Jako pierwszy przeszedł Grenlandię z zachodu na wschód. Jako czwarty Polak zdobył biegun południowy, a jako pierwszy zdobył Mount Everest z poziomu morza. Jest członkiem The Explorers Club.

Źródło: Przegląd Sportowy, TVP Sport, rmf24, Outdoor Magazyn, Radio ZET

Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca. Bądź na bieżąco! Polub naszą stronę na Facebooku

TERAZ W RADIU ZET
Włącz radio
TERAZ GRAMY

logo Tu się dzieje

Strona główna
dzieje się