Oceń
Morze Bałtyckie ma przed sobą trudną przyszłość. Bałtyk musi zmierzyć się z licznymi zagrożeniami. Czy wakacje nad Bałtykiem wkrótce pozostaną jedynie w sferze wspomnień? Eksperci oceniają co stanie się z Morzem Bałtyckim w najbliższych latach.
W jakiej kondycji jest Bałtyk? Zacznijmy od dobrych wiadomości. Profesor Lech Kotwicki z Polskiej Akademii Nauk (PAN) w rozmowie z Nauka w Polsce zwrócił uwagę, że w ostatnich dekadach nastąpiła redukcja dopływu zanieczyszczeń, dzięki m.in. transformacji ustrojowej w Polsce. Nastąpiło odrodzenie podwodnych łąk i powróciły gatunki, które uważano za wymarłe. W Zatoce Puckiej pojawiły się ryby spokrewnione z konikiem morskim, w tym objęte ścisłą ochroną gatunkową iglicznie i wężynki. W Bałtyku żyje kilka gatunków rekinów. Morze Bałtyckie zaczęło się odradzać, ale ma przed sobą trudną przyszłość pełną zagrożeń.
Przyszłość Bałtyku jest jednak niepewna? Czy wkrótce dojdzie do katastrofy, gdy wraków wyciekną zabójcze chemikalia? A może Morze Bałtyckie zostanie "dobite" przez elektrownią jądrową?
Zmiany w Morzu Bałtyckim. Co przyniosą zanieczyszczenia i ocieplenie klimatu?
Profesor Lech Kotwicki wyjaśnił, że w polskim morzu zachodzą niepokojące zjawiska. Mowa jest m.in. o zwiększających się obszarach beztlenowych. Co więcej, naruszane są osady na dnie morskim, gdzie odkładają się zanieczyszczenia. „Prace inżynieryjne prowadzone pod powierzchnią wód przyczyniają się do uwolnienia toksyn z dna morza”, a z tego wynikają zmiany w łańcuchu pokarmowym. Dochodzi też do eutrofizacji, gdy do wody dostają się duże ilości związków odżywczych bogatych w azot i fosfor, pochodzące m.in. z pól uprawnych. Do tego żyjące w Bałtyku organizmy cierpią też z powodu podwodnego hałasu.
Wraz ze zmianami klimatycznymi i rosnącą temperaturą pogarsza się stan Bałtyku. Jak dodaje doktor Tomasz Kijewski z Instytutu Oceanologii PAN, z powodu ogrzewania się Morza Bałtyckiego, dolna warstwa morza będzie coraz bardziej beztlenowa, a górna coraz mniej słonowodna. W efekcie morskie gatunki będą w odwrocie, ale zaczną pojawiać się gatunki słodkowodne.
Quiz: Quiz z wiedzy o Polsce. Czym są proziaki? Ile Polska ma województw?
To chyba największa bolączka Bałtyku: zakwity sinic. Niestety są skutkiem ludzkiej działalności. Używanie nawozów w rolnictwie, melioracja pól i redukcja terenów podmokłych poprzez regulację rzek dostarczają do Bałtyku spory ładunek fosforu i azotu. Niestety, wzrost temperatury wody również sprzyja sinicom. Te bakterie, jeżeli poddawane są stresowi, szczególnie w dużym zagęszczeniu przy brzegu, wydzielają toksyny szkodliwe tak dla zwierząt morskich, jak i ludzi
- opisuje Onet.
WWF ostrzega: bałtycki ekosystem zagrożony
WWF ostrzega, że Bałtyk jest nadal jednym z najbardziej zagrożonych ekosystemów morskich na świecie. Dochodzi do przełowienia, utraty bioróżnorodności, a ekologiczne inicjatywy są hamowane z powodów politycznych. W kolejnych latach liczne farmy wiatrowe będą stawiane na płytkich bałtyckich wodach, które są cenne z ekologicznego punktu widzenia.
Ocenia się, że rocznie ma miejsce 150 wypadków. Wiele z nich związanych jest z wyciekiem ropy do morza. Od roku 1980 na Morzu Bałtyckim ma miejsce średnio jeden wypadek statku powiązany z wyciekiem oleju większym niż 100 ton22. Znaczny wyciek ropy do Bałtyku mógłby spowodować katastrofę ekologiczną. Wycieki ropy mają niszczący wpływ na ekosystem, co negatywnie wpływa na sektor rybołówstwa, turystykę i rekreację
- ostrzega WWF w raporcie.
Wraki w Bałtyku. Broń chemiczna i tankowiec Franken
Jednym z największych zagrożeń dla Bałtyku są wraki tankowców, pełne paliwa, amunicji i broni chemicznej. Gdy zbadano wrak niemieckiego tankowca Franken, zalegający na dnie Zatoki Gdańskiej, okazało się, że znajduje się tam półtora miliona litrów paliwa, które może wyciec do morza.
Poza paliwem znajdują się tam setki ton olejów smarnych i ok. tysiąc ton amunicji. Katastrofa już się zaczęła. Jak podaje dziennikbaltycki.pl, z badań gruntu wokół wraku wynika, że ekosystem jest tam już poważnie zatruty. Dopuszczalne normy rakotwórczych substancji są przekroczone nawet kilkaset razy.
Dr inż. Benedykt Hac z Instytutu Morskiego w Gdańsku ocenił, że do katastrofy ekologicznej może dojść w ciągu 10 lat, ponieważ korozja statku postępuje coraz szybciej, stal robi się coraz cieńsza. Wrak może zawalić się pod własnym ciężarem. Jeśli dojdzie do wycieku z tankowca, zostaną zalane polskie plaże od Piasków po Hel. Piasek na nich zostałby zaolejony nawet na metr w głąb. Wiele zwierząt, np. foki, nie miałoby szans na przetrwanie. Ucierpiałby cały ekosystem, upadłaby turystyka nad polskim morzem, a nadmorskie miejscowości i ich mieszkańców czekałoby bankructwo.
Niekontrolowany wyciek skaziłby środowisko w promieniu 25 kilometrów od wraku, w tym całą Zatokę Gdańską. Dno morza zamieni się w pustynię bez życia. Będzie to większe skażenie niż w przypadku wycieku paliwa z poniemieckiego wraku statku Stuttgart.
Koszt wypompowania paliwa z tankowca to 10 milionów euro. Żaden rząd tych pieniędzy znaleźć nie potrafi. Premier Mateusz Morawiecki za swojej kadencji otrzymał pismo od NIK z ostrzeżeniem o zagrożeniu wyciekiem i możliwym skażeniu Bałtyku na 100 lat. W międzyczasie potwierdzono również, że z tankowca Stuttgart już zaczęło wydobywać się paliwo. Poza tym, zagrożeniem jest składowisko kilkudziesięciu ton amunicji i bojowych środków trujących (m.in. iperyt siarkowy). Szacuje się, że na dnie morza może znajdować się nawet 100 tys. ton broni chemicznej!
W momencie, gdy nastąpi destrukcja tankowca Franken, a jest to nieuniknione w dość bliskiej perspektywie, nastąpi zalanie plaż i obszarów chronionych, które są nad Zatoką Gdańską
- powiedział dr inż. Benedykt Hac (Instytut Morski w Gdański
Ryby w Bałtyku. Życie w polskim morzu zamienia się w horror
Chociaż dla nas zagrożenie związane ze skażeniem Bałtyku wydaje się odległe, mieszkające w nim organizmy już cierpią i umierają. Jak alarmuje stowarzyszenie "Nasza Ziemia", aż 30 procent ryb w Zatoce Puckiej nie ma oczu, a 60% ryb w Bałtyku jest chorych. Ryby mają na ciałach poparzenia, są owrzodzone i zarobaczone. Część z nich w miejscu oczu ma krwawe dziury, inne nie mają tam zupełnie niczego - tkanka oczna w ogóle się nie wytworzyła! Skąd tak potworne zmiany? Marcin Buchta z "Naszej Ziemi" w rozmowie z Gazeta.pl. wyjaśnił, że to wina zanieczyszczeń.
Jak podaje „Super Express”, rybacy narzekają, że dorsza nie ma w Bałtyku już od 7 lat, trocie i flądry też znikają. „Super Express” przypomina, że od kilku lat trwa zrzut ścieków z inwestycji do morza, a rybacy składają skargi od 2012 roku. Ostrzegają, że giną także foki i ptaki. W Bałtyku zadomowiły się za to mięsożerne bakterie.
Przyszłość Bałtyku. Polskie morza da się uratować?
WWF zwraca uwagę, że obecnie żegluga na Morzu Bałtyckim jest jedną z najbardziej intensywnych na świecie, a w ciągu najbliższych 20 lat ilość statków może wzrosnąć nawet dwukrotnie. Koniecznie jest więc wprowadzeni lepszego, zintegrowanego planowania i zarządzania na Morzu Bałtyckim. Według WWF, zintegrowane zarządzanie wykorzystaniem morza (ang. Integrated Sea Use Management – ISUM) jako proces długoterminowy, strategiczny, zintegrowany i przejrzysty zagwarantuje zminimalizowanie negatywnego wpływu wykorzystania zasobów na środowisko oraz zmaksymalizuje korzyści dla społeczeństwa.
Zdaniem prof. Lech Kotwicki dla Bałtyku jest jest jeszcze nadzieja. Stwierdził, że jeśli naturze odda się ok. 50 proc. przestrzeni – to ona się sama odrodzi. Jego zdaniem, w przypadku Morza Bałtyckiego, wystarczy jedynie 30%.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca. Bądź na bieżąco! Polub naszą stronę na Facebooku
Źródło: Radio ZET, Onet, Nasz Bałtyk, Centrum Zrównoważonego Rozwoju, WWF Polska
Oceń artykuł
