Oceń
Ryby z Bałtyku smaczne, zdrowe i skażone? Rośnie poziom skażenia Morza Bałtyckiego, wyciekają groźne chemikalia i broń chemiczna. Czy jedzenie ryb bałtyckich nadal jest bezpieczne dla zdrowia? Czy mięso ryb z Morza Bałtyckiego jest skażone iperytem i arsenem? Fakty kontra mity - wyjaśniamy i przedstawiamy wyniki badań.
Ryby z Bałtyku skażone? Broń chemiczna, wyniki badań
Bałtyk jest bogaty w smaczne i zdrowe ryby – dorsze, flądry, łososie, śledź, makrela. Czy jednak te ryby z Morza Bałtyckiego są bezpieczne dla zdrowa? Eksperci biją na alarm, że rośnie poziom skażenia Bałtyku. Co z żyjącymi w tym morzu rybami? Czy ich konsumpcja grozi zatruciem? Wyjaśniam, fakty kontra mity. Przedstawiamy wyniki badań i opinie ekspertów.
Jak bardzo skażony jest Bałtyk? Najpierw krótka lekcja historii. W 1925 roku 44 państwa, w tym Polska, podpisały umowę, że nie będą więcej używać broni chemicznej. Chodziło głównie o bojowe środki trujące (BST), głównie iperyt siarkowy. Masowa produkcja broni chemicznej ruszyła znowu, gdy rozpoczęła się druga wojna światowa. Po jej zakończeniu i decyzji o demilitaryzacji Niemiec, niemal cały materiał wojskowy, w tym broń chemiczna, trafił do Bałtyku. Zrzucono do wody m.in. bomby lotnicze, miny oraz pociski i pojemniki z iperytem. Szacuje się, że na dnie morza może znajdować się nawet 100 tys. ton broni chemicznej!
Jednym z największych zagrożeń dla Bałtyku są wraki tankowców, pełne paliwa, amunicji i broni chemicznej. Gdy zbadano wrak niemieckiego tankowca Franken, zalegający na dnie Zatoki Gdańskiej, okazało się, że znajduje się tam półtora miliona litrów paliwa, które może wyciec do morza.
Katastrofa już się zaczęła. Jak podaje dziennikbaltycki.pl, z badań gruntu wokół wraku wynika, że ekosystem jest tam już poważnie zatruty. Dopuszczalne normy rakotwórczych substancji są przekroczone nawet kilkaset razy.
Dr inż. Benedykt Hac z Instytutu Morskiego w Gdańsku ocenił, że do katastrofy ekologicznej może dojść w ciągu 10 lat, ponieważ korozja statku postępuje coraz szybciej, stal robi się coraz cieńsza. Wrak może zawalić się pod własnym ciężarem. Jeśli dojdzie do wycieku z tankowca, zostaną zalane polskie plaże od Piasków po Hel. Piasek na nich zostałby zaolejony nawet na metr w głąb. Wiele zwierząt, np. foki, nie miałoby szans na przetrwanie. Ucierpiałby cały ekosystem, upadłaby turystyka nad polskim morzem, a nadmorskie miejscowości i ich mieszkańców czekałoby bankructwo.
CZYTAJ WIĘCEJ: tych ryb nie zamawiaj nad Bałtykiem. Oszukują, zawsze mrożone
Już wtedy, a było to dziewięć lat temu, produkty degradacji iperytu znaleźliśmy na 40 procentach obiektów. Osiem różnych chemikaliów, część bardziej niebezpieczna niż sam iperyt. Potrafią uszkodzić DNA człowieka- ostrzegał prof. Jacek Bełdowski, oceanograf z Polskiej Akademii Nauk w rozmowie z Gazetą Wyborczą.
Ryby w Bałtyku skażone? Wyniki badań, szkodliwe chemikalia
Rosjanie zrzucili 35 tysięcy ton chemikaliów m.in. na Głębi Bornholmskiej. Działają tam kutry polskie, łotewskie, duńskie i szwedzkie. To właśnie tam samice dorsza składają największą ilość ikry. Badania potwierdziły, że np. że broń chemiczna zatopiona przez Niemców na Głębi Gdańskiej, może powodować zmiany genetyczne u ryb i innych organizmów morskich. Nawet 25% płastug na skażonych terenach może cierpieć na guzy wątroby. Rybacy informują o chorych rybach, poparzonych, bez oczu.
Quiz: Trudne słowa w języku polskim. Test wiedzy, którego boją się nauczyciele
Najnowsze badania dowodzą, że w wodach Bałtyku w różnym stężeniu unosi się osiem różnych chemikaliów, część bardziej niebezpieczna niż sam iperyt. Potrafią uszkodzić DNA człowieka. Najwięcej z nich stwierdzono w Głębi Bornholmskiej. Tam Rosjanie zrzucili do wody ponad 35 tysięcy ton pocisków- informuje Money.pl.
A przecież Bałtyk to nie tylko przeciekające wraki i niemiecka broń chemiczna. Od dawna trafiają do niego również odpady przemysłowe, chemiczne nawozy stosowane w rolnictwie, budowlane, domowe, oleje do silników, odchody zwierząt. Ryby w Bałtyku mają też rtęć i metale. Czy więc na pewno jedzenie ryb bałtyckich jest bezpieczne dla zdrowia?
Czy jedzenie ryb z Bałtyku jest bezpieczne dla zdrowia? Badania, fakty, mity
Badania potwierdziły, że substancje pochodzące ze starej broni chemicznej, zatopionej w Bałtyku po drugiej wojnie światowej, przedostają się do ryb. Materiały wybuchowe (np. trotyl) degradują do związków rakotwórczych, iperyt do substancji chemicznych – rakotwórczych, mutagennych i neurotoksycznych. Prof. Jacek Bełdowski w rozmowie z Gazetą Wyborczą jednak uspokaja: choćbyśmy przez miesiąc jedli tylko ryby z Bałtyku, w tym flądry, do zatrucia nie dojdzie. Podkreśla jednak, że "ryba z Bałtyku raz w tygodniu wystarczy. Organizm musi mieć czas, by się oczyścić". Niestety, stężenie toksycznych substancji w rybach postępuje. Nie wiemy, ile tego będzie za kilka lat.
Morski Instytut Rybacki - Państwowy Instytut Badawczy również uspokaja. Jak na razie ryby z Bałtyku i ich przetwory są bezpieczne. Bankier.pl pisze nawet o „micie zanieczyszczonej ryby z Bałtyku”.
Eksperci podkreślają, że dla bezpieczeństwa konsumentów poziom zanieczyszczenia mięsa ryb z Bałtyku jest nieustannie monitorowany. Stężenia toksycznych substancji chemicznych w żywności podlegają rygorystycznym limitom. Ryby bałtyckie zawierają śladowe zawartości zanieczyszczeń, które przy racjonalnej konsumpcji nie są szkodliwe dla zdrowia. Co więcej, odnotowywane poziomy zanieczyszczeń są znacznie niższe niż limity narzucone przez prawo. Na rynek trafiają ryby wyłącznie bezpieczne dla zdrowia. Kuchnia.wp.pl podkreśla, że „zgodnie z obowiązującym europejskim prawem nie ma możliwości, aby w sprzedaży pojawiły się ryby u których wykryto zawartość toksycznych dioksyn, rtęci i polichlorowanych bifenyli (PCB) na poziomie stanowiącym jakiekolwiek ryzyko dla zdrowia człowieka”. Jedzenie ryb z Bałtyku przynosi dużo więcej korzyści zdrowotnych aniżeli ryzyka
Polskie rybołówstwo i przetwórstwo ryb już od kilku lat boryka się z czarnym PR-em, jaki próbuje się robić rybom bałtyckim, twierdzeniem, że są one szczególnie zanieczyszczone, wręcz trujące, i przestrzeganiem konsumentów przed ich jedzeniem. Biorąc pod uwagę wyniki badań, prowadzonych zarówno w Morskim Instytucie Rybackim w ramach projektów naukowych, jak i przez inne instytucje programów monitoringu, mogę powiedzieć, że jest to mit - mówi agencji Newseria Biznes dr hab. inż. Joanna Szlinder-Richert, zastępca dyrektora ds. naukowych w Morskim Instytucie Rybackim - Państwowym Instytucie Badawczym. (Bankier.pl)
Źródło: Radio ZET Zdrowie, Gazeta Wyborcza, Bankier.pl, Morski Instytut Rybacki - Państwowy Instytut Badawczy, kuchnia.wp.pl
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca. Bądź na bieżąco! Polub naszą stronę na Facebooku
Oceń artykuł
