Oceń
Jaka ryba zamiast karpia? Ryby maślane coraz częściej trafiają na polskie stoły jako nowoczesna alternatywa dla karpia i łososia. Eksperci ostrzegają, że to jeden z najbardziej ryzykownych wyborów świątecznych. Ryby maślane, tzw. butterfish, mogą być szkodliwe i spowodować poważne zatrucie pokarmowe. Niektóre kraje zakazują ich sprzedaży!
- Dlaczego ryba maślana wywołuje problemy trawienne
- Co kryje się za nazwą „ryba maślana” dostępnej w sklepach.
- Dlaczego niektóre państwa ograniczają sprzedaż ryby maślanej.
- Które ryby są bezpieczne i tradycyjnie akceptowane na Wigilię.
Ryby maślane zamiast karpia na Wigilię? Brzmi nowocześnie, ale to naprawdę zły pomysł
Przez lata karp był dla wielu symbolem świątecznej kolacji, choć nie każdy darzy go kulinarną sympatią. Do tego cena karpia w tym roku zniechęca jego smakoszy. Nic więc dziwnego, że co roku rośnie liczba osób szukających alternatywy takiej jak np. tołpyga, jesiotr, pstrąg, a ostatnio także ryby maślane, najbardziej popularne w smażalniach nad Bałtykiem. Kuszący, delikatny, wyjątkowo tłusty kawałek białego mięsa (zawartość tłuszczu przekraczająca 20%), który rozpływa się w ustach, wydaje się idealnym kandydatem na odświeżenie wigilijnego menu. Problem w tym, że wybór ten może okazać się nie tylko nietrafiony, ale wręcz szkodliwy dla zdrowia.
Ryba maślana o niepokojącej reputacji
Ryby maślane, tzw. butterfish, to określenie handlowe dla kilku gatunków ryb morskich, m.in. eskolar i kostropak. Występują w Oceanie Atlantyckim, Indyjskim i na Pacyfiku, a także w Morzu Śródziemnym. Chociaż w wielu krajach są na „czarnej liście”, to są importowane do Polski i cieszą się coraz większą popularnością. Najczęściej jemy je w formie wędzonej oraz w sushi.
Ryby maślane w sklepach, podpisywane jako butterfish”, a czasem nawet – błędnie – jako „palometa”, przyciągają błyszczącym filetem i obietnicą delikatności. Jednak w rzeczywistości pod tą nazwą kryją się najczęściej gatunki z rodziny truleńców (m.in. Lepidocybium flavobrunneum lub Ruvettus pretiosus).
Ryby maślane to jedne z ryb, które mogą wywoływać bardzo nieprzyjemne, a czasem wręcz dramatyczne reakcje ze strony układu pokarmowego. I choć brzmi to jak miejska legenda, problem jest jak najbardziej realny. Nie bez powodu kraje takie jak Włochy i Japonia, zakazały sprzedaży eskolara i kostropaka.
Skąd biorą się problemy po zjedzeniu ryby maślanej? Odpowiedź tkwi w jej tłuszczu
Mięso ryb maślanych zawiera wyjątkowo wysokie stężenie estrów woskowych (estrów tłuszczowych), których organizm człowieka nie jest w stanie strawić. W przypadku np. eskolarów, tłuszcze te mogą stanowić nawet 20% masy mięsa! U wielu osób kończy się to gwałtowną reakcją jelit, określaną fachowo jako keriorrhea. Efekt bywa tak silny, że opisuje się go w raportach sanitarnych jako „nagłe, niekontrolowane wydzielanie pomarańczowego oleju”.
Co gorsza, ryby maślane mają skłonność do przyswajania rtęci. Są to również ryby kaloryczne. Eskolar zawiera około 260 kalorii w 100 gramach, a więc dwukrotnie więcej niż w przypadku tuńczyka.
Ryby maślane mogą powodować problemy ze zdrowiem:
- Steatorea (biegunka oleista): Niestrawione estry woskowe są wydalane z organizmu w postaci tłustych plam w kale. Objaw ten, choć niegroźny, może być uciążliwy i powodować dyskomfort.
- Bóle brzucha i wzdęcia: U niektórych osób spożycie dużych ilości ryb maślanych może wywoływać te objawy.
- Trudności w oddychaniu, świąd skóry, opuchnięcie języka.
Ryba maślana kusi, ale Wigilia to nie czas na ryzykowne eksperymenty
Świąteczny stół nie jest miejscem na niespodzianki, które mogą skończyć się nagłą ewakuacją z wigilijnej kolacji do toalety. Jeśli w tym roku chcesz spróbować czegoś nowego, lepiej sięgnąć po ryby, które są zarówno zdrowe, jak i dobrze tolerowane: pstrąga, sandacza, halibuta czy klasycznego łososia.
Źródła: wikipedia / MedicalNews
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca. Bądź na bieżąco! Polub naszą stronę na Facebooku
Oceń artykuł
