Oceń
Londyn. Co przyciąga nad Tamizę 20 milionów turystów rocznie? Pałac Buckingham, Oko Londynu, Big Ben, Tower Bridge, fish and chips… - piękne miasto? Historia Londynu jest jednak mroczna i dosłownie brudna. Gdybyście odwiedzili Londyn w XIX wieku, krzyknęlibyście "o, cholera!". A następnie stracilibyście przytomność od smrodu. To mógł być koniec Londynu? Pojawił się jednak bohater, który uratował stolicę.
Londyn - brudna historia. Szambo i John Snow
Londyn śmierdzi i jest brudny? No to chyba nie wiecie jak przes*** (dosłownie!) mieli mieszkańcy wiktoriańskiego Londynu. W XIX wieku Anglia była imperium utuczonym na zamorskich koloniach. Eksplodowały industrializacja i urbanizacja, a w połowie XIX wieku w Londynie mieszkało już 2,5 miliona osób. Robiło się gęsto. W jednym mieszkaniu potrafiło kisić się razem kilka rodzin oraz krowa (zazwyczaj na poddaszu). Wywóz śmieci? Zapomnijcie. Do tego w piwnicach gromadzono szambo, a fekalia wylewały się na ulice. Londyńczycy na spacerach potykali się o nieboszczyków. A to nie koniec "atrakcji".
Tamizą nazywano "wodami Styksu", bo spływały do niej treść rynsztoków, odpady z patroszalni, rzeźni, fabryk kleju i mydlarni. Najbardziej na tym „bałaganie” korzystali sprzedawcy odchodów. Nocami ruszali na "żniwa", by rano sprzedać towar garbarzom odwapniającym skóry. To się musiało skończyć katastrofą...
CZYTAJ WIĘCEJ: Tunele pod Paryżem, miliony kości. "Drugi świat w katakumbach"
Trzeba było mieć końskie zdrowie, by żyć w tej stajni Augiasza. Co do koni, odchody tysięcy londyńskich koni zalegały na ulicach. Pewien chiński ambasador miał utyskiwać na "czarne błoto na ulicach".
Zimowe mgły spowijające Londyn podobno śmierdziały siarką. Wiosną i latem wiktoriański Londyn śmierdział natomiast ”gnijącymi owocami, zepsutym jajem, starym tłuszczem i rozlanym piwem”. Do tego miasto dusiło się w dymie z fabryk i domowych pieców. To była tylko kwestia czasu. W końcu wybuchła epidemia.
Mówiąc o epoce wiktoriańskiej, na myśli trzeba mieć okres rządów królowej Wiktorii Hanowerskiej, trwający od 1837 do 1901 roku. Czyli erę plasującą się między epoką gregoriańską i edwardiańską- wyjaśnia National Geographic.
W 1858 roku nad Tamizą zaległ tzw. Wielki Smród (Great Stink of London), który był tak obrzydliwy, że rozważono nawet przeniesienie siedziby parlamentu. Jak podaje Stan Wiedzy, w oknach wieszano tkaniny nasączone środkami dezynfekcyjnymi, by stłumić odór bijący od miasta. Wiktoriański Londyn potrzebował ratunku. I takowy się pojawił, ale...
Historia Londynu - gdy miasto tonęło w szambie. John Snow i eksperymenty
Londyn dosłownie ginął od brudu. Choroby dziesiątkowały populację londyńczyków. Bohaterem stolicy miał wkrótce zostać John Snow. Uprzedzając pytanie, nie ten Snow z „Gry o tron”. Bohater literacki/serialowy ocalił kraj przed plagą zimowych zombie. Prawdziwy John Snow ocalił Londyn przed epidemiami. Przy okazji położył fundamenty pod współczesną epidemiologię oraz anestezjologię. Droga do sukcesu była jednak wyboista.
John Snow urodził się w biednej rodzinie w 1813 roku. Matka postawiła wszystko na jedną kartę, przeznaczając spadek na edukację ambitnego chłopca. Wszystkim wyszło to na zdrowie. W wieku 14 lat został uczniem doktora chirurgii Williama Hardcastle’a w Newcastle. Wówczas jeszcze nikt nie spodziewał się jakich czynów dokona Snow i jak zapisze się w historii.
Quiz: Historia Polski, test wiedzy - prawda czy fałsz?
Gdy John Snow przeprowadził się do Londynu, początkowo zajmował się anestezjologią. Ustalał m.in. jak dawkować eter i chloroform, badał jak wpływały na organizm. To dzięki jego badaniom stosowanie środków znieczulających stało się bezpieczniejsze i skuteczniejsze., a podczas operacji chirurgicznych umierało mniej osób. To właśnie John Snow osobiście podał chloroform królowej Wiktorii podczas porodu dwojga jej ostatnich dzieci – Leopolda w 1853 i Beatrycze w 1857. Jego przyszłością były jednak cholera i epidemiologia.
Epidemie cholery od lat nawiedzały Londyn. Lekarze byli jednak bezradni. Mimo wszechobecnych ścieków, brudu i ciasnoty, mądrale nie potrafiły zidentyfikować źródła zarazy. Podejrzewali, że odpowiadały za nią miazmaty, czyli chorobotwórcze wyziewy w postaci "trującej chmury". Ukazywały się kolejne raporty jak np. Report on the Sanitary Condition of the Labouring Population of Great Britain z 1842 roku autorstwa Edwina Chadwicka. Autorzy kolejnych takich publikacji bardziej starali się jednak szokować, niż szukać konkretnych rozwiązań.
Oczywiście "eksperci" nie słuchali Johna Snowa, który już w 1848 roku badał cholerę. To właśnie w tym roku choroba zabiła 50 tysięcy ludzi w Anglii i Walii. I to John Snow bił na alarm, że trzeba oddzielić szambo od wody pitnej, wskazując na niewidoczne zarazki. W 1849 roku w publikacji „On the Mode of Communication of Cholera” opisał związek choroby z brudną wodą. Oczywiście był lekceważony i wyśmiewany, a cholera zbierała śmiertelne żniwo. W latach 1853 - 1854 choroba zabiła 10 tysięcy londyńczyków.
John Snow wykonał tytaniczną pracę. Badał historię epidemii cholery z przeszłości, porównywał dzielnice i gęstość zaludnienia. Pukał od drzwi do drzwi, rozmawiając z rodzinami chorych. Jego śledztwo podłożyło podwaliny pod rozwój współczesnej epidemiologii. Z jego badań wynikało, że tam gdzie studnie z wodą pitną były oddalone od szamba, odnotowywano mniej przypadków zachorowań. Nie przejmując się krytyką i szykanami, w końcu dopiął swego. Przekonał władze Londynu, by podjęły stosowne działania.
Wnioskiem Snowa było porównanie rozwoju epidemii cholery do rozprzestrzeniania się się gazu, ale w środowisku wodnym, a nie jak dotąd twierdzili miazmatycy w powietrzu. Zresztą angielski lekarz dobrze znał naturę gazów, ponieważ od lat eksperymentował z chloroformem, eterem, azotanem etylu, dwusiarczkiem węgla, benzenem i kilkoma innymi potencjalnymi środkami znieczulającymi. A eksperymenty przeprowadzał również na sobie- wyjaśnia Medonet.
John Snow miał rację. Liczba chorych spadła. Wielu londyńczyków oczywiście nadal nie wierzyło w teorie Johna Snowa. Sądzili, że epidemia zelżała, bo w 1855 roku poprawiła się pogoda. Co więcej, krytykowano go nawet na łamach prestiżowego czasopisma „Lancet”. W 1855 roku John Snow został jednak ekspertem w czasie debat nad poprawkami do Ustawy o nieczystościach.
Londyn z mozołem zaczął wyłaniać spod brudu. Jak przypomina BBC, już w 1860 roku zainwestowano miliony funtów w nowoczesną kanalizację, a nad projektem czuwał legendarny inżynier Joseph Bazalgette z Metropolitan Board of Works. Pod koniec XIX wieku konie w Londynie zostały poddany rygorystycznej kontroli, a odchody na ulicach zaczęto sprzątać.
Powiew świeżości przyczynił się do zwiększenia dzietności. Od 1801 do 1901 populacja Londynu zwiększyła się z miliona do sześciu. Bez kanalizacji i nowych przepisów po prostu utonąłby w... wiadomo czym.
John Snow tej rewolucji nie doczekał. Zmarł w 1858 roku w wieku 45 lat. Cierpiał na niewydolność nerek i finalnie dostał udaru. Problemy zdrowotne podobno wynikały z eksperymentów na środkach znieczulających, które prowadził od lat na sobie. Pośmiertnie, dopiero w 1866 roku, władze ogłosiły, że John Snow miał rację i oficjalnie uznano jego badania potwierdzającego związek cholery z piciem brudnej wody. Wkrótce także medycyna zaczęła doceniać jego badania i eksperymenty oraz wiedzę zgromadzoną wiedzę na temat cholery.
W 1866 roku na łamach „Lancet” nazwano go „wielkim dobroczyńcą ludzkości”. Na cześć londyńskiego bohatera nazwano John Snow College, założony w 2001 jako oddział Durham University w Stockton-on-Tees. Istnieje również organizacja zdrowia publicznego, John Snow, Inc. W wielu miejscach w Londynie można znaleźć miejsca upamiętniające Johna Snowa. W sondażu przeprowadzonym wśród brytyjskich lekarzy w 2003 roku, John Snow został uznany za najwybitniejszego lekarza wszech czasów.
Źródło: BBC, Radio ZET, Stan Wiedzy, Medonet, National Geographic, Medonet, Yale University Press, Historic England
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca. Bądź na bieżąco! Polub naszą stronę na Facebooku
Oceń artykuł
