Oceń
Morze Bałtyckie czeka katastrofa i skażenie? Wrócił problem lekceważony przez kolejne rządy. Na dnie Bałtyku spoczywa zagrożenie: wraki, amunicja, pojemniki z zabójczą chemią. Niestety, te „skarby” zaczynają przeciekać, wysącza się z nich śmierć. Jaka przyszłość czeka Bałtyk? Mowa jest już o „zagrożeniu na skalę europejską”, czas ucieka, a politycy nabierają wody w usta.
Skażenie Bałtyku. Wycieka zabójcza chemia, czas ucieka
Morze Bałtyckie jest na skraju katastrofy. Jak informuje Radio ZET, eksperci podczas posiedzenia Konwentu Gospodarczego przy Związku Uczelni w Gdańsku im. Daniela Fahrenheita, rozmawiali na temat ekologicznych zagrożeń w Bałtyku. Poruszono temat wraków, pojemników z bojową chemią i amunicji z czasów II wojny światowej, które spoczywają na bałtyckim dnie. Eksperci biją na alarm: słona woda i morskie bakterie wyniszczają amunicję oraz zbiorniki z toksycznymi chemikaliami. Wrak słynnego tankowca zagraża całej Zatoce Gdańskiej i polskim plażom. I co? I niestety, raczej nic...
CZYTAJ WIĘCEJ: W Bałtyku żyją rekiny, nawet żarłacze
Niemiecka chemia w Bałtyku. Katastrofa i skażenie coraz bliżej
Cytowana przez Radio Gdańsk prorektor ds. rozwoju Politechniki Gdańskiej Justyna Kucińśka-Lipka opowiedziała o badaniach nad pojazdami autonomicznymi i systemami neutralizacji środków chemicznych. Jak czytamy na radiozet.pl, lokalni przedsiębiorcy zaproponowali budowę specjalnej platformy, która pozwoliłaby na bezpieczną utylizację wojennych wraków i amunicji. To wszystko jednak wciąż pieśń przyszłości. Sam monitoring i badania Bałtyku to już za mało. Konieczna jest szybka neutralizacja składowisk zabójczej chemii. Tymczasem wyciek już trwa, czas ucieka, bomba tyka! Ile czasu zostało do ewentualnej katastrofy i co naprawdę skrywa dno Bałtyku?
Skażenie Bałtyku i "strefy śmierci". Co znajduje się na dnie Morza Bałtyckiego?
Zatapianie bojowych środków trujących przez wojska alianckie działo się głównie w latach 1945-1948. Demilitaryzacja i rozbrojenie armii niemieckiej, o których decydowano podczas Konferencji Poczdamskiej (2 sierpnia 1945 roku), obejmowały zatopienie broni chemicznej w basenie Morza Bałtyckiego. Szacuje się, że w Bałtyku zatopiono 42000-65000 ton z 300000 ton broni chemicznej zinwentaryzowanej na terenie stref okupacyjnych po zakończeniu II wojny światowej. Mamy do czynienia z bojowymi środkami trującymi takimi jak m.in. tabun, iperyt siarkowy i azotowy, luizyt, fosgen, choloroacetofenon, cyjanowodór, chlorocyjan, difenylochloroarsyna (Clark I), difenylocyjanoarsyna (Clark II) oraz adamsyt. Niestety, morskie środowisko przyspiesza procesy rozkładu metalowych pojemników, korodują ścianki korpusów amunicji. Następuje coraz większe rozszczelnienie, a szkodliwe substancje przedostają się do Bałtyku.
Quiz: Geografia Polski - test wiedzy z mapy Polski - ciekawe miejsce
Celem wykorzystania bojowych środków trujących BŚT w broni chemicznej jest szeroko rozumiane ograniczenie zdolności przeciwnika do walki. Bezpośrednimi skutkiem użycia broni chemicznej są między innymi oparzenia, zatrucia, problemy z układami nerwowym i oddechowym, a w ostateczności śmierć- przypomina Centrum Zrównoważonego Rozwoju Uniwersytetu Gdańskiego.
Wrak na dnie Bałtyku. Wycieka paliwo, ryzyko katastrofy
Broń chemiczna i amunicja to nie jedyne zagrożenie. W Bałtyku spoczywa wrak tankowca Franken, który skrywa półtora miliona litrów paliwa. Co gorsza, poza paliwem znajdują się tam setki ton olejów smarnych i ok. tysiąc ton amunicji. Katastrofa już się zaczęła. Jak podaje dziennikbaltycki.pl, z badań gruntu wokół wraku wynika, że ekosystem jest tam już poważnie zatruty. Dopuszczalne normy rakotwórczych substancji są przekroczone nawet kilkaset razy. Koszt wypompowania paliwa z tankowca to 10 milionów euro, ale żaden rząd jakoś tych pieniędzy znaleźć nie potrafi.
Zdaniem ekspertów, katastrofa może wydarzyć się w ciągu najbliższej dekady. Korodujący wrak tankowca Franken może po prostu zawalić się pod własnym ciężarem. Polskie plaże od Piasków po Hel, m.in. cudowna plaża w Chłapowie, zostaną skażone chemikaliami. Piasek zostanie zaolejony nawet na metr w głąb. Wiele zwierząt, np. foki, nie miałoby szans na przetrwanie. Ucierpiałby cały ekosystem, upadłaby turystyka nad polskim morzem, a nadmorskie miejscowości i ich mieszkańców czekałoby bankructwo. Dno Morza Bałtyckiego, a szczególnie dno Zatoki Gdańskiej, zamieni się w martwą pustynię?
Do tragedii już dochodziło. Przykładowo, w 1955 roku w Darłówku dzieci poszły na spacer nad morze. Znalazły przerdzewiały pojemnik z brązową cieczą. 102 dzieci zostało poparzonych, a czworo straciło wzrok. w 1997 roku załoga kutra rybackiego noszącego oznaczenie WŁA-206 znalazła w sieciach pojemnik, który okazał się bombą iperytową. Wiele osób zostało poparzonych. W 2012 roku w okolicy Czołpina i na wyspie Uznam znaleziono żrący fosfor. Niestety, niektóre osoby pomyliły go z bursztynami.
Chociaż politykom zagrożenie związane ze skażeniem Bałtyku może wydawać się odległe i nierealne, to mieszkające w nim organizmy już cierpią i umierają. Jak alarmuje stowarzyszenie "Nasza Ziemia", aż 30 procent ryb w Zatoce Puckiej nie ma oczu, a 60% ryb w Bałtyku jest chorych. Ryby mają na ciałach poparzenia, są owrzodzone i zarobaczone. Część z nich w miejscu oczu ma krwawe dziury, inne nie mają tam zupełnie niczego - tkanka oczna w ogóle się nie wytworzyła! Co gorsza, w Bałtyku znalazły się toksyczne odpady z produkcji trutki na szczury.
Źródło: Centrum Zrównoważonego Rozwoju Uniwersytetu Gdańskiego / Radio ZET / Radio Gdańsk / Dziennik Bałtycki
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca. Bądź na bieżąco! Polub naszą stronę na Facebooku
Oceń artykuł
