Oceń
Złoty Pociąg – to jeszcze nie koniec legendy? Wydawało się, że poszukiwania Złotego Pociągu już nie ruszą, a sprawa okazała się medialną mistyfikacją. Tymczasem Piotr Koper, który już kiedyś poszukiwał Złotego Pociągu w okolicach Wałbrzycha, znów mówi o ukrytym tunelu kolejowym. Twierdzi, że lokalizacja tunelu została potwierdzona badaniami. Dlaczego nie może zacząć odsłaniać tunelu i ewentualnego skarbu?
Z tego artykułu dowiesz się:
- Piotr Koper wskazuje ukryty tunel, gdzie może być ukryty Złoty Pociąg
- Jakie Piotr Koper napotyka przeszkody w poszukiwaniach?
- Co dokładnie Piotr Koper mówi o Złotym Pociągu?
- Co uniemożliwia dalsze poszukiwania Złotego Pociągu?
Gdzie jest Złoty Pociąg? Piotr Koper wskazuje lokalizację tunelu
Gdzie jest Złoty Pociąg? To pytanie retoryczne jak zagadka dokąd nocą tupta jeż, czy ktoś widział Dziub Dziuba i czemu wilk tak wyje w księżycową noc. Niczym w "Kubusiu Puchatku", im bardziej szukamy na Śląsku Złotego Pociągu, tym bardziej go tam nie ma. Co więcej, Złoty Pociąg po ostatnich ujawnionych informacjach, wydawał się wielkim oszustwem. A jednak słynny Piotr Koper znowu mówi o nowych poszukiwaniach i dowodach na istnienie podziemnej konstrukcji. Jak podkreślił w wywiadzie na kanale History Hiking, na 100% wie gdzie jest tunel i potwierdził to badaniami. Dlaczego więc wciąż nie ruszyły działania w terenie? Sytuacja aż się prosi o dosadny cytat z piosenki Kazika...
Przypominamy, że Piotr Koper i Andreas Richter 10 lat temu ogłosili, że wiedzą gdzie jest legendarny pancerny Złoty Pociąg, rzekomo przewożący niemiecki skarb ukryty pod koniec II wojny światowej. Najnowsze badania wydają się potwierdzać jego lokalizację? Wiem, że tam jest tunel. Widzę go na badaniach, mamy odwierty. To 1200 metrów podziemnej konstrukcji – powiedział Piotr Koper. Gorączka złota w Wałbrzychu znów rozgorzeje? Wszystko wskazuje na to, że urzędnicy na to nie pozwolą.
Wskazał miejsce gdzie jest ukryty tunel. Tam jest Złoty Pociąg?
Obecnie Piotr Koper działa w miejscu, gdzie ma udokumentowany ukryty tunel, najprawdopodobniej na długości 1200 metrów. Przeprowadził badania metodą elektrooporową, badanie georadarowe i odwierty rdzeniowe. Bezwzględne potwierdziliśmy jednym odwiertem, że jesteśmy w tunelu - powiedział Piotr Koper. Już w 2024 roku przekazał do urzędu miejskiego dokumentację badań oraz pełną informację.
Koniec tunelu, w którym ukryty jest Złoty Pociąg kończy się „między Zamkiem Książ, a stadniną”. Ewentualnie jedno z rozgałęzień tunelu może prowadzić pod Zamek Książ.
Na głębokości 11 metrów natrafiliśmy na coś, co geologicznie jest niemożliwe. Do głębokości 8,5 metra mamy twardą skałę, zlepieniec gnejsowy. To naturalna calizna. Ale niżej, zamiast litej skały, wyciągnęliśmy żwir, glinę i rumosz skalny- powiedział Piotr Koper (History Hiking)
Wystarczy zacząć kopać, a właściwie wykopać niewielką dziurę, by dostać się do tunelu i sprawdzić, czy warto działać dalej. I tu zaczynają się problemy...
Poszukiwania Złotego Pociągu kontra przepisy
Na przeszkodzie stoją przepisy, które przedstawiło nadleśnictwo. Jesteśmy w absolutnym klinczu - powiedział Piotr Koper. Musiałby działać na zabagnionym terenie, który jest pod ścisłą ochroną. Natomiast na terenie, który nie jest chroniony, również nie można rozpocząć poszukiwań. Nie wydano zgody na wycięcie 4 drzew, z których każde nie ma więcej niż 30 centymetrów średnicy. Aby je wyciąć, Piotr Koper formalnie musiałby zmienić sposób zagospodarowania działki w lesie. Gmina jednak na to nie pozwoli. Nie może tego zrobić, bo nie ma potrzebnego planu zagospodarowania przestrzennego, a który aby stworzyć, potrzebna jest zgoda prezydenta Wałbrzycha, który musiałby doprowadzić do przegłosowania sprawy na radzie miejskiej. Proces potrwałby przynajmniej dwa lata, a koszty wyniosłyby nawet 70 tysięcy złotych.
Kosztowny Złoty Pociąg. Bez skarbu nie ma co myśleć o skarbie
Problemem są również pieniądze. Żeby odkryć skarb, trzeba mieć dosłownie skarb. Piotr Koper przypomniał, że gdy 10 lat temu prowadził badania i poszukiwania, wspierało go ponad 60 osób. Efektem tej pracy było 10 tomów akt. „W tej chwili nie stać mnie, by to odtworzyć” – przyznaje Piotr Koper.
Aby rozpocząć na nowo poszukiwania Złotego Pociągu na pełną skalę trzeba zapłacić m.in. za wyłączenie linii elektrycznych (linii średniego napięcia), dzień pracy człowieka od energetyki i stworzenie regulaminów dla kolei i stworzenie harmonogramu pracy. Nawet gdyby środki finansowe się znalazły, to i tak z pewnością nie zostanie wydana zgoda na kopanie głębiej niż na 6 metrów.
To bardzo drogie przedsięwzięcie. Teren jest pod linią średniego napięcia 20 megawatów, którą trzeba wyłączać. Wszystkie prace są ogromnie ograniczone, a dodatkowo jest to teren kolejowy, a to są dodatkowe regulaminy, koszty z tym związane. Tu potrzeba pięciu, sześciu ludzi zaangażowanych, którzy przynajmniej przez rok będą cały czas sondować, pisać pisma i odpowiedzi, organizować mapy, spotkania i tak dalej. Dla normalnego człowieka to jest niewyobrażalne, jaki ogrom pracy trzeba wykonać, żeby wjechać koparką na tamten teren- powiedział Wyborczej" Piotr Koper.
"Nigdy nie mówiłem o Złotym Pociągu"
Piotr Koper nie chce wrzawy medialnej. Przypomniał, że 10 lat temu zgłosił lokalizację tunelu do starostwa powiatowego, ale „akta zostały wykradzione i zaniesione do telewizji”, a media zaczęły mówić o skarbie i zaistniała nazwa Złoty Pociąg. Sprawę zgłosił do prokuratury, ale śledztwo zostało umorzone. Obecnie podkreśla, że nigdy nie mówił o Złotym Pociągu z niemieckim skarbem, a jedynie o ukrytym pociągu sztabowym z dokumentami.
Początki legendy o Złotym Pociągu
Warto przypomnieć, że korzenie historii Złotego Pociągu sięgają końcówki II wojny światowej. W 1945 roku, gdy nadciągała Armia Czerwona, Niemcy w panice ewakuowali to co ukradli – od broni po cenne dzieła sztuki. Dolny Śląsk, pełen gór, lasów i sztolni, stał się idealnym miejscem do ukrywania tego, co miało nie trafić w ręce Rosjan. Jak głosi legenda, Złoty Pociąg może być ukryty w podziemnych tunelach kompleksu Riese.
W PRL szukano Złotego Pociągu, ale po cichu – głównie w latach 60. i 70., przy użyciu wojska i służb państwowych. Nie znaleziono jednak żadnych dowodów. Oficjalna propaganda nie rozwijała tej legendy, bo władze wolały nie eksponować opowieści o „nazistowskich skarbach” i „sekretach Dolnego Śląska”.
Andrzej Daczkowski, redaktor naczelny miesięcznika "Odkrywca", studzi emocje. Zwrócił uwagę, że Niemcy, nawet gdy wywozili zrabowane kosztowności i dzieła sztuki z okupowanych terenów, wszystko skrupulatnie dokumentowali. Tymczasem nie istnieją żadne niemieckie dokumenty, które wspominają o słynnym Złotym Pociągu i transporcie kolejowym z opisywanym w legendach skarbem. W dokumentacji Wrocławia, dawnego Breslau, również nie ma wzmianek o składzie mogącym być Złotym Pociągiem.
Źródło: History Hiking / Wikipedia / Radio ZET / Zamek Książ
Oceń artykuł
